Kanał RSS

Katarzyna Komar 31-03-2013

Śladami zjaw czarnych psów - cz. I

Pogodna, ciepła letnia noc. Niebo jest wysokie i wygwieżdżone, na zachodzie lśni czerwona poświata. Nie, to nie ostatnie blaski zachodu. Przecież minęła już północ. To łuna pożaru! W krzeczyńskim folwarku płonie parowy młyn. Pożar wygasa już; grupki ciekawskich rozchodzą się do domów. Niektórzy muszą maszerować daleko, aż do Ligoty Małej. Droga do niej biegnie pośród łąk, mokrych od rosy, tchnących zapachem ziół i przekwitających już traw. Woda szemrze cichutko w rowach i kanałach wzdłuż łąk, trzciny nad nimi stoją nieruchome i milczące. W ciemności brzmią przyciszone, pełne zgrozy głosy; ludzie rozmawiają o katastrofie, której byli świadkami. Zmęczenie bierze górę, ten i ów ziewa, mrukliwie odpowiada na zagajenia znajomków. Są ledwie w połowie drogi do domu... Przed nimi majaczą w mroku sylwetki olch i wierzb, otaczających wypukły mostek na Świerznej. Nieprzyjemne miejsce, zwłaszcza nocą. Młoda dziewczyna, która została w tyle za gromadą, przyspiesza kroku. Tamci minęli już most, mgła rozsnuta nad
Pomnik bitwy pod Lutynią
Fot. Jerzy Komar
korytem rzeczki tłumi ich głosy. Dziewczyna biegnie, oglądając się lękliwie za siebie, na pnie dziuplastych wierzb, w których nie wiadomo co możesię kryć. Nagle staje jak wryta...
Na moście stoi pies, czarny pies, wielki jak cielak. Podbiega do sparaliżowanej strachem dziewczyny i chwyta ją za rękę. Jego paszcza jest zimna, zimna jak lód... Pies ciągnie dziewczynę za sobą. Ogarnia ją panika, chce krzyczeć, wołać pomocy, ale ze ściśniętego gardła nie wydobywa się żaden dźwięk...

Smoki, wampiry, czarownice i nocni jeźdźcy

To wydarzenie podobno miało miejsce w ostatnim dwudziestoleciu dziewiętnastego wieku w Krzeczynie niedaleko Oleśnicy. Podanie o czarnym psie na moście opublikowało w 1903 roku czasopismo Mitteilungen der Schlesischer Gesellschaft fur Volkskunde. Spisał je, zachowując oryginalną gwarę wioski, dr T. Stäsche. Właściwie wszystkie podania o duchach, zjawach i demonach z okolic Krzeczyna i Ligoty Małej, opublikowane w tym czasopiśmie, pochodzą od niego. A trochę ich jest...
Sama wieś nie jest ładna ani ciekawa. Może zresztą dlatego ludowa wyobraźnia zaludniła ją wampirami, smokami,
Krzyż z wyrytym kielichem
Fot. Jerzy Komar
przerażającymi czarnymi jeźdźcami... i czarnymi psami, które straszyły wędrujące samotnie po nocy młode dziewczęta. Bo tych psów było więcej...

Wyprawa

Z zamiarem udania się po śladach dolnośląskich czarnych psów nosiliśmy się już od dłuższego czasu. Wertowaliśmy zbiory baśni i legend, ślęczeliśmy nad starymi niemieckimi mapami, śledziliśmy publikacje ludzi, którzy badaniu fenomenu czarnych psów poświęcili lata pracy naukowej... ale i tak pierwsza nasza wyprawa tropem tych zjaw wypadła cokolwiek przypadkowo, w piękny słoneczny weekend na początku marca. Właściwie postanowiliśmy odbyć również wycieczkę śladami rodziny von Königsdorff, więc marcowy wiatr zawiał nas również do Lutyni. Zabawiliśmy tam dłuższy czas, bo chociaż interesował nas głównie kościół św. Józefa, dla którego po pamiętnej bitwie pod Lutynią Ludwig von Königsdorff ufundował dzwon, nie mogliśmy przecież pominąć innych ciekawych zabytków...

Niezwykła historia kamiennego krzyża

Na rozstaju dróg przy wjeździe do Lutyni od strony Leśnicy znajduje się kamienny krzyż pokutny, pochodzący prawdopodobnie z XIV - XV wieku. Jeszcze do niedawna trudno go było wypatrzyć pośród zdziczałych krzewów bzu i bujnych chwastów; teraz jednak placyk wokół zabytku jest uprzątnięty, wysypany drobnym żwirkiem i obramowany granitową kostką. Mimo iż niewątpliwie krzyż ten zasługuje, by mu poświęcić chwilę uwagi, jednak znacznie ciekawszy wydał nam się inny krzyż... Znajduje się on nad głównym wejściem do kościoła św. Józefa Oblubieńca. Wyryto na nim kielich, co może oznaczać, że narzędziem zbrodni był puchar
Dawna wieża nawigacyjna dla lotniska na Strachowicach
Fot. Jerzy Komar
z trucizną. Zaintrygował nas ten krzyż, tym bardziej, że polskie i niemieckie publikacje dotyczące dolnośląskich zabytków wspominają o nim bardzo skrótowo. Nie ma w nich ani słowa o tym, dlaczego umieszczono krzyż pojednania w tak niezwykłym miejscu. Dopiero na portalu suehnekreuz.de znaleźliśmy odpowiedź na dręczące nas pytania.
Otóż krzyż ten umieszczono nad drzwiami kościoła w czasie, gdy właścicielem Lutyni był hrabia von Hohenthal. Wówczas świątynia ta służyła kalwinistom i oni właśnie postanowili wmurować nad jej drzwiami krzyż z wyrytym nań kielichem na znak, że od tej pory w kościele tym odprawiana będzie tylko eucharystia. I tak krzyż wykonany w ramach pokuty za zbrodnię trucicielstwa, znalazł się nad drzwiami świątyni... Niesamowita historia.

Wiecznie nieczynne muzeum

Obejrzawszy dokładnie kościółek, wokół którego toczyła się ongiś zażarta bitwa między Austriakami a Prusakami, ruszyliśmy dalej. Po drugiej stronie ulicy znajduje się muzeum bitwy pod Lutynią. Jest ono zamknięte na głucho, brak jest jakichkolwiek informacji o godzinach otwarcia. Być może jest to spowodowane tym, że w muzeum właściwie brak jest jakichkolwiek eksponatów, bowiem zostały po 1945 roku rozkradzione; sam budynek zaś został zdewastowany - urządzono w nim, jak podają użytkownicy portalu dolny-slask.org, magazyn nawozów. Jednak sporadycznie oprowadza się po nim zagraniczne wycieczki.
Na ogrodzonym terenie wokół muzeum znajduje się piękny pomnik mieszkańców Lutyni, którzy zginęli w I wojnie światowej - wspaniale rozrosłe lipy - 28 drzew na pamiątkę 28 zabitych ludzi. Tyle ich w każdym razie posadzono. Nie mogłam doliczyć się wszystkich...
To tutaj pojawił się demoniczny czarny pies...
Fot. Jerzy Komar

Pomnik bitwy pod Lutynią i zabytkowy wiatrak

Kolejna bujnie rozrosła lipa znaczy miejsce, gdzie daleko w polu znajduje się pomnik bitwy pod Lutynią, a właściwie jego smętne szczątki. Resztki cokołu i fragment rozłupanej kamiennej kuli, która stanowiła ongiś element dekoracyjny pomnika, to wszystko, co pozostało...
Wyjeżdżoną wśród oziminy ścieżką technologiczną wróciliśmy do pozostawionego przy drodze samochodu. Zanim opuściliśmy Lutynię, chcieliśmy obejrzeć ostatni ocalały w okolicy wiatrak. Znajduje się on na prywatnej posesji, i zapewne tylko dlatego jeszcze stoi. Zabytkowy wiatrak-koźlak w niedalekim Błoniu, który pracował do połowy lat 50. XX wieku, ten sam, który pojawił się w jednym z odcinków Stawki większej niż życie, nie miał tyle szczęścia. Obecnie można podziwiać już jedynie jego ruiny - spalone szczątki kozła. Wiatrak, podpalony przez "nieznanych sprawców", spłonął w maju 2000 roku. Brak po prostu słów na określenie podobnego barbarzyństwa...
Obejrzawszy z daleka lutyński wiatrak, jeden z dwóch i jedyny, który dotrwał do obecnych czasów, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w miejsce, które miało być ukoronowaniem naszej wycieczki.
Mostek na Świerznej (Schwierse) jest mniej więcej w połowie drogi z Krzeczyna (Kritschen) do Ligoty Małej (Kl. Ellguth)
AMZP

Wreszcie Krzeczyn

Krótka była nasza pierwsza wizyta w Krzeczynie. Zbliżał się już wieczór; porywisty wiatr, towarzyszący nam przez cały dzień, ułożyłsię na spoczynek, krótkimi, łagodnymi tchnieniami dając znać o sobie. Ponieważ było już późno, postanowiliśmy tylko zobaczyć miejsce, w którym, jak ustaliliśmy, posiłkując się polskimi i niemieckimi mapami z różnych lat, w ów dramatyczny letni wieczór przed laty miał się ukazać wiejskiej dziewczynie ogromny czarny pies.
Mostek na Świerznej, na drodze pomiędzy Krzeczynem a Ligotą Małą, to miejsce, które w jakiś przedziwny sposób zachowało ponury klimat tamtego wydarzenia. Stojąc tam nawet w pogodny marcowy wieczór, kiedy słońce złoci jeszcze potężne pnie brzóz i posępnych olch rosnących wzdłuż drogi, można poczuć na plecach zimny dreszcz. Łatwo uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Tak przytłaczająca jest bowiem cisza tego miejsca, cisza pustych pól, w której rozlega się jedynie suchy, syczący szelest zwarzonych zimowym mrozem trzcin. Czasem jeszcze odezwie się po swojemu Świerzna; mlaśnie głucho, budząc echa w betonowym korycie pod mostem i płynie dalej, gładka i spokojna. Czy latem jest tu równie pusto i cicho? Zamierzamy się tego dowiedzieć. Albowiem pewni jesteśmy, że wrócimy do Krzeczyna jeszcze nie raz...

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Hellmich M., Steinerne Zeugen mittelalterlichen Rechtes in Schlesien, Liegnitz 1923
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk – und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  3. Lutsch H., Verzeichnis der Kunstdenkmäler der Provinz Schlesien, Bd. 2, Breslau 1889
  4. Pilch J., Zabytki architektury Dolnego Śląska, Ossolineum 1978
  5. Stojer J., Narzędzia zbrodni na krzyżach pokutnych, Kraków 2007

Czasopisma

  1. Stäsche T., Der schwarze Hund an der grossen Brücke, w: Mitteilungen der Schlesischer Gesellschaft für Volkskunde, Heft 9, Breslau 1903

Zasoby internetowe

  1. www.dolny-slask.org: Pomnik bitwy pod Lutynią - Kolumna Zwycięstwa
  2. www.suehnekreuz.de: Sühnekreuze und Mordsteine - Lutynia (Leuthen)
Stronę zaprojektował Jerzy Komar