Kanał RSS

Katarzyna Komar 31-05-2013

Zapomniane podania dolnośląskie - cz. I

Tak jak wspominałam w tekście zatytułowanym Śladami zjaw czarnych psów - cz. I, do Krzeczyna wracaliśmy jeszcze wiele razy. Zarówno sama wieś wraz z przynależnymi folwarkami, jak i położone nieopodal podmokłe lasy, okazały się być fascynującymi miejscami, gdzie historia w niezwykły sposób łączy się z legendami...
Most na Widawie w pobliżu Leśnego Młyna
Fot. Jerzy Komar

Wężowy król

Poszukując informacji na temat zjaw czarnych psów w Krzeczynie, natrafiłam na wiele podań z tamtych okolic, mówiących o innych nadprzyrodzonych mieszkańcach wsi i pobliskich terenów. W zbiorze R. Kühnaua znalazłam między innymi podanie o wężowym królu, którego można było spotkać w pogodne dni wylegującego się na moście niedaleko wsi, w pobliżu znanej ongiś miejscowości wypoczynkowej zwanej Leśnym Młynem. Oczywiście musieliśmy odnaleźć to miejsce...
Pierwszy raz odwiedziliśmy Leśny Młyn jeszcze zimą. Samochód zostawiliśmy w pobliżu leśniczówki w Kątnej i ruszyliśmy drogą przez las w stronę mostu na Widawie tuż poniżej Leśnego Młyna. Przeglądając bowiem uważnie mapy polskie i niemieckie z różnych lat doszliśmy do wniosku, że w podaniu o królu żmij chodzi właśnie o ten most.
Przedwiosenny las przedstawiał widok dość ponury, w sam raz harmonizujący z klimatem ludowych legend. Ale pełny był ptasiego gwaru; rozpoznaliśmy głosy pary kruków, odbywających właśnie gody, zięb, sikor, kopciuszków, myszołowów, sójek i wielu, wielu innych. Z daleka, z podmokłych i niedostępnych olsów dobiegały poszczekiwania sarn... W kwietniu zakwitła tarnina, a po ziemi rozesłały się kobierce zawilców gajowych, wielobarwnej kokoryczy pustej i fiołków leśnych; w ciekach zasilających Widawę, Świerzną i Smolną zażółciły się kaczeńce. W maju zapachniało czeremchą i konwaliami...
Ciepłe wiosenne słońce nagrzało betonowe płyty mostka na Widawie, gdzie miał się wylegiwać wężowy król. Według
Gwiazdnica wielkokwiatowa (Stellaria holostea)
Fot. Jerzy Komar
podania (tego i wielu podobnych z okolic Brzegu, Oławy, a nawet Górnego Śląska), żeby zdobyć jego złotą koronę, trzeba było podejść do króla i rozłożyć przed nim chustę (wg niektórych wersji zwykłą chusteczkę do nosa), wówczas on składał na niej swoją koronę. Należało natychmiast chwycić klejnot i uciekać, ponieważ rozgniewany król mógł rozerwać śmiałka na strzępy.
Niestety (a może na szczęście), na mostku nie spotkaliśmy wężowego króla, chociaż przechodziliśmy tamtędy wiele razy. Natomiast, faktycznie, na nagrzanych betonowych płytach chętnie wygrzewają się padalce. Te pospolite beznogie jaszczurki niestety często padają ofiarą samochodów (również na leśnych drogach, gdzie, teoretycznie, samochody wjeżdżać nie powinny) i innych pojazdów mechanicznych; bywają też celowo przez ludzi rozdeptywane. Takim wandalom na pewno przydałoby się spotkanie oko w oko z rozwścieczonym wężowym władcą...
Według niektórych polskich podań król wężów potrafił pomagać ludziom pokąsanym przez żmije, odwdzięczał się również tym, którzy ratowali jego poddanych. Zaatakowany natomiast wzywał gwizdem na pomoc swoich licznych współplemieńców. Gadzi władca zazwyczaj mieszkał w podziemnych grotach lub pod korzeniami leszczyny, na której rosła jemioła. Jego ciało posiadało niezwykłe właściwości: ugotowane w oliwie przywracało młodość, upieczone i spożyte dawało zdolność rozumienia mowy zwierząt (podobny efekt można było uzyskać pozwalając wężowemu królowi na pocałunek w usta lub kradnąc jego koronę). Kilka ciekawych legend polskich i węgierskich, w których pojawia się król wężów lub jego poddani zawiera znakomity zbiór baśni M. Niklewiczowej Bajarka opowiada. Z czystym sumieniem mogę polecić czytelnikom w każdym wieku...
To gdzieś tutaj pojawił się nocny jeżdziec...
Fot. Jerzy Komar

Nocny jeździec

Kolejne ciekawe podanie przytoczył T. Stäsche w trzecim zeszycie Mitteilungen der schlesischer Gesellschaft für Volkskunde. Dotyczyło ono nocnego jeźdźca (nocnego łowcy). Otóż pewnego jesiennego dnia pewna kobieta z Ligoty Małej udała się do lasu w pobliżu Małego Krzeczyna grabić ściółkę. Szybko zaczęło się ściemniać; kobieta przerwała więc robotę i zaczęła się zbierać do domu, kiedy nagle usłyszała w pobliżu ujadanie psów i z leśnego gąszczu wypadł wprost na nią ogromny, odziany na czarno jeździec dosiadający rosłego karego rumaka o ognistych oczach. Towarzyszyła mu sfora psów. Wystraszona kobieta chwyciła za grabie, chcąc się bronić przed obcym, ale ten zniknął równie nagle, jak się pojawił.
Według innego podania nocny łowca ukazał się idącym na jarmark ludziom na wrzosowisku w pobliżu Zawidowic pod Bierutowem. Ten akurat jeździec niósł odrąbaną głowę pod pachą...
Na obszarze Śląska wiele krążyło opowieści o nocnych łowcach. Charakterystyczne są one zwłaszcza dla obszaru Karkonoszy i Gór Sowich; jednak tam nocny myśliwy porusza się przeważnie pieszo, w otoczeniu sfory psów, niosąc odrąbaną głowę pod pachą. Znana jest jednak dość powszechnie sudecka legenda o bezgłowym jeźdźcu na białym rumaku, który pojawia się nocami w pobliżu Poniatowa, pędzi przez las do świerka, pod którym został zamordowany, po czym zawraca konia i odjeżdża w głąb lasu. O ile sama postać nocnego łowcy jest zapożyczona z niemieckich
Dzierzba gąsiorek (Lanius collurio)
Fot. Jerzy Komar
wierzeń (w polskich wierzeniach ludowych koń pojawia się dość rzadko), to ciekawe jest w tym konkretnym sudeckim podaniu słowiańskie brzmienie imion bohaterów (zabójcą jest rycerz Glaubicz, podanie wymienia również sąsiada zabójcy – rycerza Tyczka Panwicza).
Według Bestiariusza słowiańskiego dziki myśliwy to pokutująca dusza, która pod postacią jeźdźca i w otoczeniu sfory widmowych psów przemierzała nocami lasy. Spotkanie z taką zjawą nie wróżyło niczego dobrego – straszydło potrafiło ciężko pobić, a nawet zatratować na śmierć człowieka, który przypadkowo wszedł mu w drogę. Toteż zazwyczaj unikano wycieczek do lasu zwłaszcza w bezksiężycowe, wietrzne noce. Znane jest podanie o myśliwym, który nie dawał wiary podobnym bajaniom, aż pewnego razu nocą w lesie napotkał jeźdźca bez głowy, dosiadającego bezgłowego rumaka. Zjawa ścigała nieszczęśnika niemal do świtu. Śmiertelnie zmęczony zdołał jednak trafić z powrotem do domu, gdzie opowiedział żonie o niezwykłym wydarzeniu, po czym natychmiast zmarł.
Nocnym łowcą według niektórych podań bywał też słowiański leszy, jednooki demon lasu i opiekun dusz (w pogańskich wierzeniach słowiańskich las był siedliskiem dusz zmarłych). W polskich wierzeniach leszy jest dobrotliwym demonem leśnym.
Ciekawych podań z okolic Krzeczyna i Ligoty Małej jest oczywiście znacznie więcej. W interesujący sposób przeplatają się w nich wątki słowiańskie i germańskie, fakty historyczne i ludowe bajania. Wrócę do nich w kolejnych tekstach o zapomnianych dolnośląskich podaniach...

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  2. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  3. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
  4. Vargas W., Zych P., Bestiariusz słowiański, rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, Olszanica 2012

Czasopisma

  1. Stäsche T., Sagen aus der Gegend von Öls, w: Mitteilungen der schlesischer Gesellschaft für Volkskunde, Heft 3, Breslau 1896
  2. Weinhold K., Schlesische Sagen von Nachtjäger, w: Zeitschrift des Vereins für Volkskunde, 3. Jg, Berlin 1893
Stronę zaprojektował Jerzy Komar