Kanał RSS

Katarzyna Komar 26-07-2013

Śladami zjaw czarnych psów - cz. II

Drugą wycieczkę w miejsca według podań nawiedzane przez zjawy czarnych psów odkładaliśmy dość długo, bo i plan wyprawy był dość ambitny. Mieliśmy przy okazji tej wycieczki, poza odnalezieniem nawiedzanych miejsc, udać się na Zgubę (Verlorensberg), odnaleźć zaginioną wieś Hahndorf i zwiedzić Tatarską Dolinę. Plany te udało nam się zrealizować jedynie w części, ale wyprawa i tak była bardzo owocna...
Wyrobisko piaskowe
Fot. Jerzy Komar

Wzgórze Kirchberg

Nie ma polskiej nazwy. Niemieckiej też raczej nie znajdzie się na przedwojennych mapach. Wygląda na to, że Kirchberg to tylko dawna miejscowa nazwa pagórka wznoszącego się nad szosą między Janczowicami a Mniowicami, nieco na zachód od Trzcinowego Stawu, po drugiej stronie drogi. To bezimienne obecnie wzgórze na współczesnych polskich mapach ma wysokość 238,2 m. Już pod koniec XIX wieku, jak pisze O.Vug w Schlesische Heidenschanzen, ihre Erbauer und die Handelstrassen der Alten szczyt pagórka został pożarty przez kopalnię piasku. Podobno znajdował się na nim jeszcze ziemny nasyp. Zdaniem Karla Knauthe było to dawne pogańskie miejsce kultu. Według starych dokumentów w 1430 roku znaleziono tam różne prostokątne tablice z brązu.
Nadal jeszcze można odnaleźć ślady wałów i obwarowań, które ongiś otaczały to wzgórze, jak i niedalekie grodzisko, znajdujące się na terenie jednego z gospodarstw we wsi Janczowice. Jest to część ziemnych umocnień ciągnących się na południe od Raduni.
Na zachód od wzgórza ciągną się trzy ziemne wały, zaś na południe od szosy znajduje się wał wysoki na półtora metra, a za nim fosa szeroka na siedem metrów. A przynajmniej było tak jeszcze w XIX wieku. Wędrowaliśmy chwilę
Widok na Kirchberg od północy
Fot. Jerzy Komar
po lesie nieopodal Trzcinowego Stawu i faktycznie znajdują się w nim różne nasypy, rowy i wzniesienia, jednak trudno nam było ocenić, które z nich są dziełem człowieka, a które usypała sama natura.

Pogańskie miejsce kultu

Właściwie to w samej nazwie Kirchberg zawiera się pewna wskazówka. Może podczas chrystianizacji pogańską świątynię na wzgórzu zastąpił jakiś drewniany kościółek, po którym nie zostało już nawet śladu? Kto wie...
Od strony szosy wzgórze przedstawia skromny widok. Ot, zarośnięte trawą piaszczyste wyrobisko, a za nim na stoku pole kukurydzy i linia wysokiego napięcia. Mimo iż dość dokładnie udało nam się oznaczyć na mapach, polskich i niemieckich położenie wzgórza, jednak przybywając na miejsce mieliśmy pewne wątpliwości, czy na pewno dobrze trafiliśmy. Dopiero spacer pobliską polną drogą upewnił nas, że znaleźliśmy tajemniczy Kirchberg. Dzierżąc w garści sztabówkę z 1932 roku przechadzamy się po okolicy.
Ostróżeczka polna (Consolida regalis)
Fot. Jerzy Komar
Od północy Kirchberg wygląda o wiele bardziej imponująco. Zasłania nam całkowicie widok na szosę i położony niżej staw. Ze stoku wzgórza spoglądamy na pobliski kamieniołom, po którym nie ma już śladu, i sąsiednie pagórki. Drzewa iglaste, porastające szczyty niektórych wzgórków, na które spoglądamy, to zapewne potomkowie tych, które wyrysowano na mapie. Ale tak poza tym niewiele się tutaj zmieniło...

Godzina duchów

Na miejscu znaleźliśmy się trochę przed czasem, bowiem według podań czarny pies ze wzgórza miał ukazywać się wędrowcom między godziną jedenastą a dwunastą w południe. Ech, w taki upalny lipcowy dzień nie chce się wierzyć w duchy... Rozprażona słońcem przytulia, która żółci się na miedzach, pachnie miodem aż do zawrotu głowy; na poboczach drogi kwitną ostróżeczki, chabry, rumianki, macierzanka piaskowa. Gdzieś wysoko nad nami, niewidoczny na zbielałym od upału niebie świergocze skowronek, lekki ciepły wiaterek kołysze dojrzewającym zbożem. Spokój i sielanka...
Pozostałości wału
Fot. Jerzy Komar
A jednak jest coś niesamowitego w atmosferze tego miejsca... Łatwo jest oczyma wyobraźni ujrzeć wielkiego czarnego psa (lub wilka), ziejącego ogniem z rozdziawionej paszczy, jak wyskakuje nagle z piaskowego wyrobiska, wolno przecina szosę i znika za nasypami w krzakach po jej drugiej stronie.

Staromodna karoca

A to jeszcze nie wszystko: według podań w tym właśnie miejscu w godzinie duchów (czyli w tym wypadku między jedenastą a dwunastą w południe) zrywa się okropny, gwałtowny wiatr, może nawet trąba powietrzna, i pojawia się „staromodna karoca”, zupełnie pusta, zaprzężona w dwa ogromne kare rumaki bez głów. Kareta okrąża Kirchberg trzykrotnie, po czym znika.
Podobnych podań o widmowych zaprzęgach na Dolnym Śląsku krążyło dość sporo. Czasem były to puste karoce, pozbawione stangretów, czasem pogrzebowe orszaki, gdzie bezgłowi żałobnicy podążali za karawanem ciągniętym przez ziejące ogniem konie. Ludowa wyobraźnia jest niezwykle bogata...
Nam, niestety, nie ukazał się ani czarny pies, ani kareta-widmo. Cóż, może trzeba na Kirchberg przybyć w bardziej sprzyjającym czasie. Jeśli wierzyć podaniom, zjawy te chętniej ukazują się wędrowcom w czasie adwentu lub w Wielkim Poście...

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  2. Vug O., Schlesische Heidenschanzen, ihre Erbauer und die Handelstrassen der Alten, Grottkau 1890
Stronę zaprojektował Jerzy Komar