Kanał RSS

Katarzyna Komar 31-08-2013

Śladami zjaw czarnych psów - cz. III

Ze wzgórza Kirchberg ruszyliśmy w stronę Stoszowa i dalej do Dobrocina, gdzie według podań na pałacowym dachu nocami straszyć miała kolejna zjawa czarnego psa.
Odnoga Trzcinowego Stawu
Fot. Jerzy Komar

Umocnienia nad Trzcinowym Stawem

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w lasach otaczających Trzcinowy Staw. Chcieliśmy z bliska przyjrzeć się jeziorku i obejrzeć owe dawne umocnienia ziemne, o których pisał O. Vug. W lesie nad brzegami stawu wałów i nasypów, porozdzielanych głębokimi wąwozami, było mnóstwo. Ciągną się tam one we wszystkich kierunkach, łączą i krzyżują. Nie byliśmy jednak w stanie rozeznać, które z nich utworzyła natura, a które są dziełem dawnych mieszkańców tych ziem. Pojechaliśmy więc dalej...

Dobrocin

Jadąc w kierunku Dobrocina, mijaliśmy kilka wsi o ciekawej historii, do których planujemy jeszcze powrócić: Stoszów z dworem, pod którym rozciągają się intrygujące podziemia i Roztocznik z pięknym pałacem. Dobrociński pałac natomiast znaleźliśmy nie od razu; leży on bowiem w starej części
Pałac w Dobrocinie
Fot. Jerzy Komar
wsi, z dala od głównych dróg. Cofnęliśmy się więc do kościoła i stamtąd, wąską uliczką, która rychło zamieniła się w drogę gruntową, dojechaliśmy do folwarcznych stawów. Stamtąd już nie mogło być daleko...

Pałac

Droga oddziela stawy od porośniętego drzewami pagórka, na którym znajdują się ruiny pięknej pałacowej kaplicy. Tuż przy samej drodze widać ogromne, oplecione bluszczem lipy i dęby. Zaś nad brzegiem drugiego ze stawów wznosi się pałac. W zielonkawej wodzie odbija się malownicza, acz mocno zdewastowana wschodnia elewacja pałacu, z resztkami neogotyckiej altany.
Jak pisze R. Weber w Schlesische Schlösser, wieś była początkowo własnością klasztorną, potem należała do zakonu templariuszy. W XV i XVI wieku właścicielami wsi i dóbr była rodzina von Bock. W XVIII wieku przeszedł w ręce rodziny von Seherr-Thoss, a potem został sprzedany starszemu
Elewacja frontowa pałacu
Fot. Jerzy Komar
radcy górniczemu von Milecky'emu. W połowie XIX wieku natomiast swą siedzibę w pałacu miała rodzina von Moritz-Eichborn, po czym powrócił on do rodziny von Seherr-Thoss. Obecny wygląd pałac zawdzięcza przebudowie, którą w latach 1898-1899 przeprowadził Kuno von Portatius, kolejny właściciel dóbr, cesarski radca poselstwa w Szwecji. Powiększył on również park i zadbał o nowe nasadzenia ozdobnych drzew i krzewów. Tuż przy samym pałacu rosła bardzo stara lipa, mająca w obwodzie około 7-8 metrów. Związane z nią było ciekawe podanie. Niestety, na początku XX stulecia drzewo spłonęło od uderzenia pioruna. Obecnie po legendarnej lipie nie ma na dziedzińcu pałacowym śladu, ale jej potomstwo nadal zdobi alejki wokół pałacu i stawów.
Dobrociński pałac, jeszcze w latach 90. XX wieku zamieszkały, obecnie wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy. Zdewastowany wewnątrz i na zewnątrz, zachował jednakże resztki dawnej świetności w postaci neogotyckiej stolarki i klasycyzujących sztukaterii na stropach. Pałac wraz z gruntami i zabudowaniami folwarcznymi wystawiony jest obecnie na sprzedaż.
Potomstwo legendarnej lipy
Fot. Jerzy Komar

Czarny pies z Dobrocina

Według podania znajdującego się w zbiorze R. Kühnaua, w dobrocińskim pałacu straszy bezgłowy czarny pies. Ma on się ukazywać podczas burz, jak skacze po pałacowych dachach. Ciągnie za sobą brzęczący łańcuch, a z szyi buchają mu płomienie. Właściwie tylko tyle udało nam się dowiedzieć o owej zjawie...

Lipa z pałacowego dziedzińca

Ale to nie koniec dobrocińskich legend. Podanie o olbrzymiej lipie wydaje się być dość znane, jednak powtórzę je tutaj za Kühnauem:
W dawnych czasach pałac w Dobrocinie był własnością zakonu templariuszy. Pewnego razu znaleziono pod jednym z okien martwe dziecko, które musiało spaść z wyższego piętra lub zostało celowo zrzucone. O zabójstwo dziecka oskarżono mieszkającą w pałacu służkę. Dziewczyna nie przyznawała się do popełnienia tego czynu. Postawiono ją przed sądem zakonnym i mimo braku bezspornych dowodów winy owej panny, skazano ją na śmierć. Miała zostać ścięta na kamieniu leżącym u stóp rosnącej na dziedzińcu lipy. Prowadzona na miejsce kaźni dziewczyna zerwała z drzewa gałązkę i rzuciła ją na ziemię, mówiąc: „Tak, jak pewne
Zniszczona kaplica cmentarna
Fot. Jerzy Komar
jest, że z tej gałązki wyrośnie drzewo, które przetrwa stulecia, tak pewne jest, że umieram niewinna!”. I tak też się stało – z gałązki wyrosło olbrzymie drzewo, które zieleniło się w dobrocińskim parku przez stulecia.1

Spalona kaplica

Na skraju wsi, ukryta wśród drzew zdziczałego parku, znajduje się zrujnowana neogotycka kaplica cmentarna z końca XIX wieku. Prowadzą do niej zaniedbane grabowe aleje. Wnętrze kaplicy zniszczone zostało po 2010 roku przez pożar, chociaż właściwie ogniowi nie zostało do strawienia wiele. Z dawnej kaplicy pozostały już tylko resztki ścian i walające się wokół potrzaskane płyty epitafijne i nagrobne. Stary parkowy drzewostan miał więcej szczęścia: zachowały się do dziś liczne dęby i lipy, czerwonolistne ozdobne buki, ogromne klony i imponujących rozmiarów czereśnie, oplecione włochatymi pędami bluszczu.
Ruszyliśmy dalej, kiedy nadciągające od wschodu chmury zakryły słońce. Przed nami była jeszcze długa droga i wiele zwiedzania, więc pospieszyliśmy do samochodu.

  1. Tłum. Katarzyna Komar.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  2. Vug O., Schlesische Heidenschanzen, ihre Erbauer und die Handelstrassen der Alten, Grottkau 1890
  3. Weber R., Schlesische Schlösser, Bd. 1, Dresden-Breslau 1909

Czasopisma

  1. Fontaine, Chênier de, Die Sagen-Linde zu Güttmannsdorf, w: Rübezahl. Schlesische Provinzialblättern, 4. Heft, neue Folge 8. Jg., Breslau 1869
Stronę zaprojektował Jerzy Komar