Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-07-2014

Podróże kształcą – cz. IV

Poranek był duszny i pochmurny. Lepkie, choć chłodne powietrze stało nieruchomo między drzewami na stoku Małej Sowy. Wypoczęci szliśmy jednak dość żwawo i na szczycie tej niewielkiej góry stanęliśmy w pół godziny od wyruszenia. Drugie pół godziny dzieliło nas od szczytu Wielkiej Sowy...

Tajemniczy generał

Wyszliśmy z lasu na otwartą przestrzeń. Niebo nad położoną daleko w dole Rzeczką przetarło się już, zrywający się od czasu do czasu wiatr przeganiał chmury na północ. Droga przed nami wiła się wśród traw o białych wiechach, cichutko
W drodze na Wielką Sowę
Fot. Jerzy Komar
szumiały jarząby, kołysząc wśród liści dojrzewające jagody. Ni z tego, ni z owego przypomniała mi się legenda o generale w szklanych butach, który podobno czasem błądził po stokach Gór Sowich... a zwłaszcza Wielkiej Sowy.
Na tę opowieść po raz pierwszy natrafiłam w przewodniku J. Lamparskiej. Była ona boleśnie krótka, choć bogactwo detali upchniętych w kilku zdaniach tekstu pozwalało się domyślać, że w innych opracowaniach natrafię na dłuższą i ciekawszą wersję, więc zaczęłam poszukiwania. Kiedy przyjrzałam się źródłom i opracowaniom tej legendy odkryłam, że zamieszczona w przewodniku wersja stanowi jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem kilku wersji podania, w dodatku nie do końca zgodne z przekazami. Autorka przewodnika podaje na przykład, że nie wiadomo, kim był generał, ani co robił na Wielkiej Sowie. Tymczasem w książce K. Pludry Legendy Gór Sowich natrafiamy na informację, że generał był szwedzkim oficerem; poległ w czasie wojny trzydziestoletniej i został pochowany na Wielkiej Sowie. Ponieważ popełnił wiele zbrodni i niegodziwości podczas swej służby wojskowej, nie zaznał spokoju w mogile; musiał po śmierci pokutować, błąkając się po stokach gór przez dwieście lat, dopóki od kary nie wybawią go modły pielgrzymów wambierzyckich. W Legendach podań o generale jest kilka, i nie są one splątane w jeden miszmasz, tylko stanowią odrębne, choć króciutkie całości. Drążąc temat dalej,
Wieża na Wielkiej Sowie
Fot. Jerzy Komar
dotarłam do Richarda Kühnaua, którego czterotomowe Schlesische Sagen stanowią moje ulubione źródło śląskich podań – porządne, systematyczne, z bogatą bibliografią. Od niego trafiłam do Wilhelma Hohausa i Maxa Klose. No...! Nareszcie tajemniczy generał przestał być zagadką.

Szklane oficerki

„Chłopcze, nie lękaj się!”, mówiła często matka mego przyjaciela, gdy jeszcze jako dziecko prowadzał krowy swego ojca z Czerwieńczyc na pastwiska na stokach Gór Sowich. „Czegóż mam się nie lękać?”, brzmiało naturalnie pytanie chłopca. Długo pozostawało bez odpowiedzi, aż w końcu pewnego dnia matka, będąc tego ranka wyjątkowo rozmowną, odrzekła: „Generała! To wysoki, blady, ponury mężczyzna w wojskowym mundurze, kapiącym od złota. Kołnierz jego surduta wyszywany jest złotą nicią, a epolety, guziki i szpada są ze szczerego złota. Gdybyś go spotkał, łatwo możesz poznać, w jakim jest humorze. Wystarczy, że przyjrzysz się jego butom – jeśli ma na nogach czarne oficerki, możesz śpiewać i gwizdać tak głośno, jak chcesz, a i tak potępieniec cię nie zauważy. Jeżeli jednak włożył szklane buty, lepiej bądź cicho, bo to oznacza, że nieszczęśnik ma zły dzień, i może zrobić ci krzywdę.” Dwieście lat wędrował generał po grzbietach Sowich Gór, z rzadka tylko nawiedzając mieszkańców nizin. Nikomu nie uczynił nic dobrego, za to każdego, kto spłatał mu jakiś figiel, srogo karał. Generał był poległym w czasie wojny trzydziestoletniej szwedzkim oficerem, który nie zaznał spokoju w grobie z powodu popełnionych za życia okrucieństw. W końcu, to jest czterdzieści lat temu1, skończyła się jego pokuta i wybiła godzina jego wyzwolenia. Generał położył się w swym grobie na szczycie Wielkiej Sowy, i od tej pory widziano go tylko raz – gdy chciwi ludzie naruszyli miejsce jego spoczynku. Wówczas dźwignął się stary oficer z grobu, odziany w swój złotem szyty mundur i szklane buty. Szpadą pogroził świętokradcom, którzy padli przerażeni samym błyskiem stali. Zerwali się jednak zaraz do panicznej ucieczki i szczęśliwie uszli pomsty widma.2
Tyle Hohaus. Wersja Maxa Klose różni się od powyższej detalami – jest w niej mowa między innymi o tym, że pokuta
Kozie Siodło
Fot. Jerzy Komar
generała zakończy się dzięki żarliwym modłom pobożnych pielgrzymów wambierzyckich. Natomiast zbiór baśni i sag tego autora, Führer durch die Märchen- und Sagenwelt der Grafschaft Glatz, zawiera jeszcze jedną opowieść o szwedzkim oficerze...

Handlarz z ciężkim poczuciem humoru

Pewnego razu szedł sobie wędrowny handlarz z Sokolca do Rzeczki, niosąc na sprzedaż pełny kosz jaj. Po drodze spotkał starego oficera w szklanych butach. Kupcowi to niepraktyczne obuwie wydało się niesłychanie zabawne, i naszła go nieodparta chęć spłatania figla ponuremu żołnierzowi. Bez namysłu schylił się, podniósł kamień i cisnął nim w buty generała, chcąc je zniszczyć. Przeliczył się jednak, bo stary wojak z niesłychaną siłą odbił kamień tak, że wpadł on do kosza handlarza, który upuścił kobiałkę i sam padł na ziemię. Gdy złośliwy przekupień podniósł się wreszcie na nogi, spostrzegł, że wszystkie jaja doszczętnie się potłukły, a generał był już na szczycie Wielkiej Sowy. Handlarz wrócił do domu jak niepyszny, i już nigdy więcej nie nachodziła go chętka do robienia głupich żartów szwedzkiemu oficerowi.

Martwa rodzina

W zbiorze autorstwa M. Klose znalazłam jeszcze jedno podanie o Wielkiej Sowie, dość makabryczne. Przyznam, że nie do końca chyba rozumiem morał tej opowieści...
Na Wielkiej Sowie, przed wiekami, stał zamek, którego właściciel poślubił dwunastoletnią dziewczynkę. Po roku młodociana pani zamku dała życie synkowi, jednak podczas porodu ona i dziecko zmarli. Gdy tylko zrozpaczony rycerz wraz z teściową podeszli do zwłok młodej matki i synka, natychmiast
Widok z wieży w stronę Jugowa
Fot. Jerzy Komar
spotkała ich śmierć. Mówi o tym stara ludowa piosenka:
„Czy to nie jest nieszczęście, czy to nie zgryzota?
Czworo szczerze się miłujących zbyło dziś żywota.3
Gdy tylko znaleziono martwą rodzinę, wszyscy mieszkańcy w popłochu opuścili zamek, który niemal natychmiast się zawalił. Obecnie nie ma już po nim najmniejszego nawet śladu.
No i jak, Czytelnicy? Jakieś pomysły? Mi się nasuwają mgliste, odległe skojarzenia, ale nie potrafię ich jakoś uchwycić...

Pieśni ty moja, pieśni...

Krótka i łatwa trasa na szczyt Wielkiej Sowy, po sudecku malownicza, usposabia do rozmyślań. Podczas wędrówki przebiegałam myślą znane mi legendy i opowieści Gór Sowich, których jest bez liku, a wszystkie są piękne, ponure, smutne, tajemnicze, zupełnie jak ziemia, która je zrodziła. Myślałam o tym, jak bardzo są nieznane szerszemu ogółowi, i jak wiele traci na tym każdy, kto chodzi po tych górach, nie znając ich w ogóle. Jak wiele takiemu turyście umyka... Nie chodzi mi o szlaki, trasy, ani o miejsca, w których „wypada być”. Zazwyczaj jest to Osówka z kompleksem Riese, miejsca martyrologii, i wreszcie Wielka Sowa z bismarckowską wieżą wyglądającą po remoncie, jakby ją
No właśnie.
Fot. Jerzy Komar
przeflancowano wprost z Disneylandu. I tyle. A przecież historia tej ziemi nie zaczęła się osiemdziesiąt lat temu. Warto się z nią zapoznać choćby przez jej baśnie i podania. Bo przecież, jak pisał profesor Gerard Labuda, znany polski historyk mediewista, badacz Słowiańszczyzny:
Legenda, jeśli nie mówi prawdy o czasach, o których prawi, mówi wiele o ludziach i czasach, które legendę tworzyły i rozwijały.
Właśnie. A więc może i dobrze, że istnieją popkulturowe przewodniki, buchające sensacją, które mają szansę trafić do szerokiego odbiorcy. Może kogoś zainteresują, może skłonią do zweryfikowania informacji, dokładniejszego zgłębienia tematu, często przesadnie podbarwionego. My akurat nie polegamy na żadnych przewodnikach, ani na amatorskich, ani na profesjonalnych, a jedynie na własnym przygotowaniu do planowanych wypraw, co często oznacza wiele godzin ślęczenia nad przeróżnymi materiałami. Ale przecież właśnie w tym jest co najmniej połowa radości z takiej wyprawy, już nie wspominając o tym, że chodzenie „na szagę” to nasza tradycja. O nie, my nie lubimy sobie niczego ułatwiać...

  1. To znaczy mniej więcej w 1843 roku.
  2. Tłum. Katarzyna Komar.
  3. Tłum. Katarzyna Komar.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Klose, M. Führer durch die Märchen- und Sagenwelt der Grafschaft Glatz, Schweidnitz 1887
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  3. Labuda G., Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski, Warszawa 1960
  4. Lamparska J., Dolny Śląsk jakiego nie znacie, cz.1, Wrocław 2001
  5. Pludro K., Legendy Gór Sowich, Edytor i TPB, Bielawa 2001
Stronę zaprojektował Jerzy Komar