Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-12-2014

Śladami zjaw czarnych psów - cz. IV

Tego roku wyprawę śladami zjaw czarnych psów odbyliśmy tylko jedną, za to dość daleką. Odwiedziliśmy bowiem miejsce leżące poza granicami województwa dolnośląskiego, jednak historycznie jak najbardziej do Dolnego Śląska należące – Solniki pod Kożuchowem w powiecie nowosolskim...
Wiatrak z 1705 roku
Fot. Jerzy Komar

Znów wiatraki

Urlop spędziliśmy jeszcze bardziej aktywnie niż zazwyczaj – odbywając całe mnóstwo bardzo dalekich wycieczek pieszych, samochodowych i rowerowych w przeróżne miejsca województwa lubuskiego i Wielkopolski. Mniej poświęcaliśmy uwagi leśnym znajomym, a więcej zabytkom kultury i techniki, zwłaszcza młynom wodnym i wietrznym, które nas chyba zaczarowały... Tym bardziej więc cieszyliśmy się, że planowaną od dawna wyprawę w miejsce nawiedzane przez zjawę czarnego psa mogliśmy połączyć ze zwiedzaniem wiatraków.

Lubięcin

To prawdziwy raj dla miłośników wiatraków. Wietrznych młynów jest bowiem w tej miejscowości aż trzy (ocalałe z czterech) – niby podobne do siebie, a tak bardzo różne... Najstarszy z nich, mieszczący się na terenie lokalnego złomowiska (?), liczy sobie już ponad 300 lat – niebawem 310. Gmina Nowa Sól w 2005 roku przygotowała dokumentację techniczną obiektu, żeby złożyć wniosek o remont wiatraka do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jak to wypadło – obecnie można zobaczyć w Lubięcinie. Naszym zdaniem, bomba.
Drugi wiatrak, sporo młodszy, stoi naprzeciw pierwszego, po drugiej stronie drogi wojewódzkiej 315. Ten jest datowany na 1817 rok. Zbudował go cieśla Gotfryd Breiter z Nowej Soli. Na zdjęciach z 2009 (czyli sprzed remontu), które znalazłam na portalu dolny-slask.org.pl, można podziwiać stare koło paleczne z wałem skrzydłowym, natomiast obecnie chyba wnętrze wiatraka wydaje się być puste, przynajmniej według informacji, jakie uzyskaliśmy w „Zajeździe we młynie”, który znajduje się, a jakże, w trzecim z lubięcińskich wiatraków.
Wiatrak z 1817 roku
Fot. Jerzy Komar
Ten jest ciekawy z innego powodu – powstał w XIX wieku, a pod koniec stulecia rozbudowano go, by zainstalować w nim maszynę parową. Zaś sto lat później doczekał się remontu i otworzono w nim restaurację z przemiłą obsługą i dobrym jedzeniem. Można? Można...
Widoczna dbałość zarówno władz gminy, jak i prywatnych właścicieli tych zabytków, by je utrzymać w jak najlepszym stanie, to prawdziwy miód na serce przybyszy z obecnego województwa dolnośląskiego, które swoje zabytki techniki (a nie ma ich znowu tak wiele) traktuje w najlepszym razie jak kulę u nogi. Co tu dużo gadać – wstyd nam się zrobiło. Ot co.
Szczęściem nie mogliśmy za długo oddawać się smętnym rozmyślaniom, bo pora była ruszać w dalszą drogę. W końcu czekał na nas straszliwy czarny pies w solnickim lesie.

Solniki

Jako jedna z najstarszych miejscowości Środkowego Nadodrza mają długą i ciekawą historię. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1220 (1295?) roku – wymienia się w niej romański kościół pod wezwaniem św. Marcina, który później wielokrotnie przebudowywano. Obecnie jest to świątynia pod wezwaniem św. Anny, kościół filialny kożuchowskiej parafii. Jego surowa bryła wznosząca się na wzgórzu za wsią góruje nad całą okolicą. Ponuremu gmachowi nieco lekkości dodają kolorowe dachówki, ułożone w ciekawy ornament. Ale to niejedyny powód, dla którego warto ten kościół zobaczyć... To właśnie tędy przebiega zachodni odcinek Szlaku Sakralnej Sztuki Barokowej imienia Michaela Willmanna. To tutaj można podziwiać prace barokowego malarza legnickiego J. J. Knechtla. Jest to stosunkowo mało znany, choć wyjątkowo uzdolniony śląski artysta.
Wieś w XV wieku jako dobra rycerskie miała kilku właścicieli; z tego okresu pochodzi też pierwsza wzmianka o wiatraku w Solnikach. W XVI wieku zbudowano we wsi renesansowy dwór, być może na miejscu wcześniejszego obiektu obronnego. Z lat 40. tego wieku pochodzi opowieść o tragedii, jaka spotkała rodzinę właścicieli Solnik – bracia Braunowie konkurowali między sobą o rękę panny z Borowa Wielkiego. Kiedy panna wybrała Dietricha Brauna, odrzucony Wolff zabił szczęśliwego współzawodnika i wyjechał z Solnik. Jednak swój czyn odpokutował – musiał wykuć kamienny krzyż, który obecnie znajduje się przy kościele w Borowie Wielkim.
Kościół w Solnikach
Fot. Katarzyna Komar
Dwór w Solnikach został przed kilkoma laty wyremontowany. Znajduje się on nieco z dala od drogi, skryty pośród XIX-wiecznego zabytkowego parku i mocno sfatygowanych zabudowań folwarcznych. Nie zdołaliśmy mu się przyjrzeć, ponieważ znajduje się na terenie prywatnym, i niestety, nie jest łatwo się tam dostać - podobno trzeba wcześniej umówić się na spotkanie.
Przejeżdżając powoli przez wieś, która czyni wrażenie dość ponurej i zaniedbanej, wypatrywaliśmy na horyzoncie porośniętej lasem góry – ostatecznego celu naszej wyprawy.

Raubritterski skarb

Owa opisywana w legendach zamkowa góra, u której stóp rzekomo przed laty wznosił się zbójnicki zamek, znajduje się przy drodze między Solnikami a Cisowem. Chociaż droga do długich nie należy, pokonać ją nie jest łatwo... Poniemieckie kocie łby, sterczące z ilastego podłoża jak zapora przeciwczołgowa, skutecznie bronią przejazdu. Jakoś się jednak przedarliśmy.
Według legend, które odgrzebałam w zbiorach Kühnaua i Goedschego, w nieprzebytych gęstwinach solnickiego lasu, na miejscu, gdzie ongiś stał zamek, znajduje się wejście do olbrzymich podziemi, po sklepienie wypełnionych złodziejskim złotem. Bardzo trudno jest jednak owo wejście odnaleźć, albowiem jest widoczne tylko w ściśle określonym czasie. Zresztą, nawet, gdyby udało się komuś je znaleźć, i tak raczej nie zdoła ze skarbu skorzystać, gdyż na górach złota pod ziemią waruje ogromny czarny pies z ognistymi ślepiami, wielkimi jak talerze, który odstrasza poszukiwaczy skarbu. Ponoć tę straszliwą postać przybiera duch rycerza-rabusia, który musi strzec swego niegodziwie zgromadzonego majątku aż do nadejścia chwili wyzwolenia. W jaki sposób można pokutnika wyzwolić, żadna z legend nie wspomina.

Czarne psy

Rozejrzeliśmy się po „nieprzebytych” leśnych ostępach, które łącznie mają powierzchnię około siedemdziesięciu hektarów. Tu i ówdzie dostrzegliśmy piaskowe wyrobiska, lecz wokół nie było ani śladu jakiegokolwiek
Czarne psy
Fot. Katarzyna Komar
średniowiecznego zamczyska. Najbliższy taki ślad znajduje się we wsi – na miejscu dworu w Solnikach prawdopodobnie ongiś stała średniowieczna wieża mieszkalna lub drewniany dwór. Tutaj nie było nic – ani w terenie, ani na starych niemieckich sztabówkach. Szkoda. Ale i tak bywa. Nie zawsze legenda opiera się na czymś konkretnym.
No nic. Rozejrzeliśmy się, zrobiliśmy kilka zdjęć i już mieliśmy ruszać w drogę do domu, kiedy na drodze u stóp góry pojawił się... czarny pies. Biegł pełnym pędem w naszą stronę. A jeszcze zaraz okazało się, że nie był sam – towarzyszył mu drugi pies. Trochę mniej czarny.
Psy podbiegły do nas, kiwając przyjaźnie ogonami, obwąchały nas gorliwie i rozbiegły się na dwie strony, węsząc po krzakach. Nie były to, rzecz jasna, żadne ognistookie upiory, a zwykłe wiejskie kundelki, bezpańskie i bezimienne. Kiedy ruszyliśmy na Cisów, jak na komendę pobiegły za nami i towarzyszyły nam aż do wsi. Tam straciliśmy je z oczu.
No cóż. Szukaliśmy czarnego psa w solnickim lesie – to i znaleźliśmy. W dodatku nie jednego, a dwa. Czyżby to była rekompensata od sił nadprzyrodzonych za poprzednie wyprawy, kiedy nie znaleźliśmy ani jednego..?

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Andrzejewski T., Miejscowości powiatu nowosolskiego. Rys historyczny, Muzeum Miejskie w Nowej Soli 2004
  2. Goedsche H., Schlesischer Sagen-, Historien- und Legendenschatz, Meissen 1839
  3. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 3, Zauber-, Wunder- und Schatzsagen, Leipzig und Berlin 1913

Zasoby internetowe

  1. www.dolny-slask.org.pl: Wiatrak koźlak I, Wiatrak kożlak II, Zajazd we młynie
  2. www.drogibaroku.org: Jeremias Joseph Knechtel
  3. www.lwkz.pl: Lubięcin - wiatrak
  4. www.nid.pl: Wykaz zabytków nieruchomych wpisanych do rejestru zabytków
  5. www.zajazdwemlynie.pl: O młynie
  6. www.ziemialubuska.pl: Wiatraki w Lubięcinie
Stronę zaprojektował Jerzy Komar