Kanał RSS


Katarzyna Komar 31-03-2015

Zapomniane podania dolnośląskie - cz. IV

W tej części cyklu o zapomnianych podaniach dolnośląskich powędrujemy na południe od Wrocławia, do najbardziej nawiedzonej wsi w gminie Kobierzyce – do Wierzbic.

Gwiazda barokowej architektury i brzydki kościół

Wierzbice nie mają zbyt dobrze udokomentowanych początków. Pierwsza wzmianka o tej wsi pojawia się w źródłach dopiero w początkach XIV wieku, choć ślady osadnicze na jej terenie liczą sobie co najmniej 5 tysięcy lat. W 1324 roku
Pałac w Wierzbicach
wg F. B. Wernhera
śląski książę Henryk potwierdził istnienie w Wierzbicach dziedzicznego folwarku wolnego od wszelkich powinności. W latach 1346 i 1373 w dokumentach pojawiają się wzmianki o istnieniu w Wierzbicach wieży mieszkalnej, którą w epoce renesansu zastąpił dwór otoczony fosą. W 1730 roku rozbudowano go w stylu barokowym na polecenie właściciela Hildebranda Rudolfa von Hundt und Altgrottkau, według projektu słynnego wrocławskiego architekta Christopha Hacknera. Do dworu dostawiono korpus i drugie skrzydło, tworząc trójskrzydłowy pałac. Podczas kolejnej przebudowy na przełomie XVIII i XIX wieku pałac zyskał klasycystyczny wygląd, który podziwiać można do dziś, zwłaszcza że po niedawnym remoncie w 2009 roku zabytek odzyskał dawny blask.
Naprzeciw pałacu, po drugiej stronie ulicy Lipowej, znajduje się gotycki kościół parafialny pod wezwaniem Bożego Ciała, otoczony cmentarzem i zabytkowym murem z klinowymi strzelnicami z pierwszej połowy XVII wieku. W mur wprawiono wiele płyt epitafijnych z piaskowca, w większości dobrze zachowanych. Znajdziemy tam płyty nagrobne członków rodziny von Reibnitz, także dzieci.
Parafia w Wierzbicach wzmiankowana była w źródłach po raz pierwszy już w 1353 roku, ale obecny kościół pochodzi z XV wieku. Jest, jak to gotyckie kościoły, orientowany, a od zachodu wieńczy go dziwaczna sygnaturka. Od połowy
Płyta nagrobna z XIV-XV wieku
Fot. Jerzy Komar
XVI wieku do 1654 roku należał do protestantów. Zarówno wcześniej, jak i później kościół wielokrotnie przebudowywano. To dobudowywano empory, to znów rozbierano, by w XIX wieku na ich miejscu postawić nową kruchtę, podwyższano dach, drążono w 1612 pod zakrystią podziemia na kryptę... Jednak to z drugą kryptą (obecnie nieistniejącą), zbudowaną po zachodniej stronie zakrystii w 1746 roku dla dla Hildebranda Rudolfa von Hundt, związane jest pewne ciekawe podanie...

Policzkująca zjawa

Jak pisze Kühnau, w krypcie po północnej stronie kościoła znajdowało się zakratowane okienko. Zaglądając przez nie, można było zobaczyć kamienny sarkofag, w którym na wieczny spoczynek złożono zwłoki Hildebranda Rudolfa. Jednak wysoko ceniący sobie prywatność zmarły baron miał zwyczaj policzkować natrętów... Obecnie ciekawscy mają łatwiej – sarkofag barona w 1939 roku wyniesiono z krypty podczas remontu kościoła, i dotychczas znajduje się on na zewnątrz, pod kościelnym murem. Podczas przenosin niestety zniszczono ozdobne nogi sarkofagu.
Podań i legend o upiorach, zjawach, wodnikach i innych nadprzyrodzonych stworach policzkujących ludzi krążyło po Śląsku mnóstwo. Zdarzało się też, że policzek od ducha powodował w krótkim czasie śmierć lub chorobę uderzonego. Taki los spotkał pewną służebną dziewkę w powiecie górowskim. Nieco więcej szczęścia miał pewien stróż nocny z Łużyc, który na koniec służby o czwartej rano poszedł do wieży uderzyć w dzwon, by oznajmić świt. Pociągnął za sznur, ale dzwon milczał. Stróż ruszył więc na górę dzwonnicy zobaczyć, co się stało, i wówczas rzucił się na niego duch starego mnicha
Sarkofag barona von Hundt
Fot. Jerzy Komar
o przerażającej twarzy. Spoliczkował strażnika tak mocno, że ten upadł na ziemię i stracił przytomność. Gdy się w końcu ocknął, postanowił nie ryzykować więcej spotkania ze zjawą i zszedł na dół inną drogą niż przyszedł, przez malutkie drzwiczki. Jakież było przerażenie starego stróża, kiedy za drzwiczkami ujrzał straszliwego mnicha! Zjawa ponownie uderzyła strażnika, znów pozbawiając go przytomności. Szczęściem kiedy stróż się ocknął, przez okienka wieży zaglądał już jasny dzień, a mnich zniknął.
Kolejne podobne podanie pochodzi z Gliwic – tam policzkował ludzi pokutujący duch zmarłego prałata, ukazujący się w postaci białego kota. Zaś w powiecie oławskim między Starym Otokiem a Starym Górnikiem błąkający się po bagnach fajerman (bezgłowy płonący trup, pokutujący w tej postaci za znęcanie się nad zwierzętami) policzkowaniem uczył podróżnych grzeczności. Jego uderzenia powodowały ciężką chorobę spoliczkowanego.
Fascynujące i bardzo różnorodne są śląskie podania o zjawach bijących ludzi, ale wróćmy jeszcze do Wierzbic. Działo się tam, oj, działo... Nocami we wschodniej części wsi straszył spóźnionych przechodniów bardzo źle wychowany duch, a dalej za wsią na podmokłym terenie wokół rowu melioracyjnego pojawiały się błędne ogniki. Innym bardzo nawiedzonym miejscem we wsi były okolice dawnego sołectwa...

Diabeł czy czart?

Jeszcze w latach 70. XIX wieku w olchowych zaroślach w pobliżu dawnego sołeckiego ogrodu, przy granicy dóbr dworskich leżał ogromny głaz, który porzucić miał tam sam diabeł. Kamień pochodził ponoć ze szczytu Ślęży. Wedle
Kościół w Wierzbicach
Fot. Jerzy Komar
podania diabeł, rozwścieczony budową kolejnego kościoła we Wrocławiu, porwał wielki głaz ze szczytu góry i leciał z nim w kierunku miasta, by zrzucić go na ów kościół. Miał jednak pecha, bo kiedy przelatywał nad Wierzbicami, w tutejszym kościele odbywało się właśnie nabożeństwo. Wypowiedziane przez księdza słowo „amen” spowodowało, że kosmaty osłabł nagle i upuścił kamień.
Podanie to w różnych wersjach można usłyszeć chyba w każdym zakątku Polski. Jego bohaterem jest chrześcijański diabeł, jednak według dawnych słowiańskich przekazów niszczycielem kościołów był na wskroś pogański czart, demon z piekielnych kręgów, pomocnik Pekleńca. Chrześcijaństwo przerobiło go po swojemu na kolejne wcielenie szatana. Czart powierzchownością przypominał znanego nam z baśni ludowych Borutę czy innego Rokitę (te dwa diabły to również relikty pogańskiego świata), i jak oni zamieszkiwał moczary i łoziny. Trzymał się na ogół z daleka od ludzkich siedlisk, a jeśli już się do nich zbliżał, to zawsze w złych zamiarach. Demon z całego serca nienawidził nowej wiary, a widok budowanych kościołów rozwścieczał go do nieprzytomności. Według podań usilne próby zniszczenia chrześcijańskich świątyń, jakie podejmował, nie przyniosły jednak nigdy rezultatów, zaś porzucenie przez Słowian wiary ojców złamało czarta ostatecznie. Zaszył się w niedostępne głębie borów i od stuleci przeżuwa tam w samotności swój żal i gniew. Jedyne, co po nim pozostało, to rozsiane tu i ówdzie po słowiańskich wioskach olbrzymie głazy i związane z nimi legendy...1

  1. Wszystkie przytoczone w tekście podania w tłumaczeniu Katarzyny Komar.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Figiel M. i M., Gola A., Studium uwarunkowań i ochrony środowiska kulturowego gminy Kobierzyce, Wrocław 1985, praca niepublikowana
  2. Grünhagen C. (red.), Codex Diplomaticus Silesiae, Bd. 16, Regesten zur schlesischen Geschichte 1301-1315, Breslau 1892
  3. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen Leipzig 1910
  4. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  5. Lutsch H., Verzeichnis der Kunstdenkmäler der Provinz Schlesien, 1886-1903
  6. Miniewicz M., Waligóra D., Wolny M., Kobierzyce – przewodnik po gminie, TPGK Kobierzyce 2005
  7. Neuling H., Schlesiens Kirchorte und ihre kirchlichen Stiftungen bis zum Ausgange des Mittelalters, Breslau 1902
  8. Pilch J., Zabytki architektury Dolnego Śląska, Ossolineum 1978
  9. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
  10. Vargas W., Zych P. Bestiariusz słowiański, czyli rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, Olszanica 2012
  11. Wernher F. B., Topographia seu Compendium Silesiae, Bd. 2, Mittel Schlesien, 1750-1800
Stronę zaprojektował Jerzy Komar