Kanał RSS


Katarzyna Komar 14-12-2016

Jasiek-Ptasiek

Zieleniec na Dolnym Śląsku kojarzy się głównie z krótkimi weekendowymi wypadami z Wrocławia na narty, a ostatnio jeszcze może z kolarstwem górskim. Mało kto wie, że pod Zieleńcem znajduje się wspaniały rezerwat przyrody – jedno z największych torfowisk górskich w Polsce, Torfowisko pod Zieleńcem. Jeszcze mniej osób zna ludowe opowieści z Gór Bystrzyckich o złośliwym duchu imieniem Jasiek-Ptasiek.
Kłodzkie klimaty - trochę XVII wiek...
Fot. Jerzy Komar

Zły karczmarz

Na kłodzkim rynku, w miejscu, gdzie znajduje się obecnie bank, była swego czasu winiarnia z dość podobno długimi tradycjami, bo sięgającymi XV wieku. W XVII wieku dzierżawił ją piwowar zwany Hannesem. Był to człowiek podłego charakteru. Oszukiwał klientów, pisząc rachunki specjalnie wyżłobioną kredą1, gnębił uczniów i klął tak siarczyście, że, jak powiadali ludzie, obawiano się, że wieża ratuszowa zegnie się ze strachu. Kiedy jakaś kobiecina w piątek rano wzięła od karczmarza na borg drożdży za halerza, do niedzieli wieczór oberżysta zapisał jej już na tablicy dwa halerze długu. Ale sprawiedliwy Bóg, nie mogąc już dłużej znieść tych nieprawości, posłał niepoczciwego Hannesa, krzepkiego chłopa w sile wieku, w zaświaty.
Zaczął się dla karczmarza czas pokuty. Nie znalazł on spokoju w grobie. Przez pierwsze trzy noce po śmierci hałasował okropnie w składzie szkła w winiarni. Później zaś, podczas pogrzebu, póki śpiewano, siedział cicho na rynnie we własnej postaci, a gdy umilkły ostatnie akordy, zaczął się przeraźliwie śmiać. Wszyscy spojrzeli w górę i rozpoznali złego karczmarza. Wiedzieli, że kara Najwyższego nie pozwoli mu zaznać spokoju. Otwarto trumnę. Wewnątrz, zamiast zwłok, znajdowały się kamienie...
Jakoż wkrótce okazało się, że żałobnicy mieli rację: nie było dane Hannesowi zaznać spokoju po śmierci. Wracał on co noc do winiarni i harcował po niej, czyniąc straszliwy hałas. Tawerna miała już jednak nowego dzierżawcę, a ten, nie mogąc znieść wybryków stracha, zwrócił się o pomoc do miejskiego kata. Mistrz, znając dobrze sztukę zaklinania duchów, raz-dwa uporał się ze złośliwym karczmarzem i schwytał go do skórzanego worka. Zaniósł go aż na Ptasią Górę (Vogelberg, obecnie Smolna) w głąb lasu porastającego Góry Bystrzyckie i tam wypuścił. Kat zakreślił mu też granice terenu, po którym mógł się poruszać i w pełni korzystać ze swobody, ale do miasta nie wolno mu było wrócić. Niebawem okazało się, że nawet na takim leśnym pustkowiu Hannes z Vogelbergu (czyli Vogelhannes, Jasiek-Ptasiek) znalazł sposoby, by do woli folgować swej złośliwej naturze...2
Woda wypływająca z torfowiska
Fot. Jerzy Komar
Tyle Kühnau3. Ale są jeszcze inne wersje tego podania. Według Klosego zły karczmarz był nie tylko bluźniercą, ale i opojem. Nikt nie mógł ścierpieć jego towarzystwa, poza kilkoma płochymi dziewuchami, z którymi wiecznie świętował i popijał. Zabiła go w końcu apopleksja. Podczas pogrzebu siedział na rynnie na dachu karczmy, skąd rozbrzmiewał wciąż jego diabelski, szyderczy śmiech. Kiedy żałobnicy popatrzyli w górę, Hannes zeskoczył z dachu i zniknął. Jednak już pierwszej nocy dał o sobie znać – wrócił do tawerny i hałasował do rana, stukając w podłogę i robiąc niemożliwy rumor w piwnicy. Otwierał zaryglowane drzwi, niewidzialny przechadzał się po pokojach. W końcu kat zaofiarował się schwytać dokuczliwego stracha. Rada miejska przyobiecała mu całe sto guldenów, jeśli tylko pozbędzie się ducha. Mistrz, śmiejąc się, powiedział, że nie takim strachom dawał radę i umiejętnie zabrał się do rzeczy. Kazał sobie przynieść skórzany worek i równo z wybiciem północy zszedł do piwnicy winiarni. Krótko potem dał się stamtąd słyszeć przeraźliwy wrzask, jakby koci, i kat wyszedł na zewnątrz, niosąc ze sobą ducha w worku. Na polecenie kata trzynaście starych plotkarek zakreśliło strachowi w lesie rewir między Ptasią Górą a Łomnicką Równią, gdzie mógł bez przeszkód używać swobody. Oczywiście skwapliwie z tego skorzystał...
Trzęsawisko
Fot. Jerzy Komar

Karząca dłoń ludowej sprawiedliwości?

Jasiek-Ptasiek przez wieki dokuczał ludziom w górskim lesie, płatał im figle, czasem dość niewinne i zabawne, czasem przyprawiające o śmierć – jak pewną staruszkę, która zbierała w lesie chrust. Czasem potrafił różnym krzywdzicielom lub łobuziakom dawać dobre nauczki. Najbardziej nie znosił plotkarstwa.
Pewnego razu Vogelhannes wymierzył sprawiedliwość pewnej plotkarce z Lasówki, za której przyczyną we wsi wybuchł skandal. Przez trzy dni wodził ją po całej swojej dziedzinie, od Łomnickiej Równi po Smolną, nim znalazła w końcu drogę do swej rodzinnej wsi, którą przez ten czas mało sto razy mijała, nie widząc. Inną kobietę o gumowych uszach i długim języku ukarał o wiele srożej. Była to dziewczyna żołnierza z Kłodzka. Umówiła się ze swoim kochankiem w lesie i tam na niego oczekiwała, jednak żołnierz nie nadchodził. Zjawił się za to gruby piwowar i przysiadł się do dziewczyny. Skrzyczała go, nazywając obrzydliwym dzikusem, a w tej samej chwili piwowar zniknął i pojawił się na wierzchołku wysokiej jodły, która pod jego ciężarem zgięła się aż do samej ziemi. Dziewczyna, poznawszy, z kim ma do czynienia, zerwała się i zaczęła uciekać do wsi Kostera pod Pokrzywnem, ale zmyliła drogę i pobiegła w kierunku Ptasiej Góry. Tam chciała usiąść na chwilę i odpocząć, ale
Wełnianka pochwowata
Fot. Jerzy Komar
natychmiast pojawił się przy niej piwowar. Śmiertelnie wystraszona, pobiegła więc dalej – na Gołębią, aż za Bobrownikami, a potem na Biesiec i Kłobuk, gdzie padła bez sił. Po trzech dniach znalazł ją tam mężczyzna z Lasówki.

Jak należy się zachowywać w lesie

Innym razem Jasiek-Ptasiek zabrał się za wychowywanie zgrai wioskowych rozrabiaków. Chłopcy przyszli do lasu zbierać grzyby i jagody, jednak wkrótce porzucili to nudne zajęcie i zaczęli się bawić, łobuzując ponad wszelką miarę. Rej wodzili między nimi trzej bracia, synowie lekkomyślnej tkaczki. Matka ich jako panna jadała ponoć wyłącznie piętki od chleba, żeby rodzić samych chłopców. Sposób zadziałał, urodziła bowiem trzynastu chłopaków. Nie zajmowała się jednak nimi i wyrośli na zaniedbanych dzikusów, którzy dali się dobrze we znaki sąsiadom z wioski.
Jeden z rozbrykanych braci zaczął łamać korony młodych drzewek, nawołując Vogelhannesa. Jego koledzy prosili, żeby przestał, ale on nie zamierzał ich posłuchać. Nagle pojawił się wśród nich sam Jasiek-Ptasiek i wytargał z całej siły małego łobuziaka za uszy, aż stały się czerwone jak ogień. W jednej chwili psotnik zmienił się w porządnego, grzecznego chłopca, ale czerwone uszy pozostały mu na resztę życia – żaden środek nie zdołał zmienić ich barwy.
Jaszczurka zwinka (Lacerta agilis)
Fot. Jerzy Komar

Złośliwy psotnik

Czasem Jasiek-Ptasiek płatał figle ludziom, którzy nie zrobili nikomu nic złego. Raz szedł pewien tkacz z Zieleńca do Kłodzka przez Lasówkę i na drodze przed sobą zobaczył wędrowca, który maszerował żwawo, nie dając się dogonić. Był to oczywiście Vogelhannes, który świetnie się bawił, uciekając tkaczowi. Kiedy pogoń trwała już pół godziny, dziwny wędrowiec nagle skoczył w powietrze i zniknął, wybuchając piekielnym śmiechem, a tkacz domyślił się, z kim miał do czynienia.
Innego razu pewna uboga kobieta z Paszkowa zbierała w lesie grzyby. Na Łomnickiej Równi, a więc w królestwie Vogelhannesa, natrafiła na pięknego prawdziwka. Na jej oczach grzyb nagle zaczął rosnąć, aż urósł tak bardzo, że ją przewyższył. Kobieta przeraziła się i chciała uciekać, ale nie mogła ruszyć się z miejsca. Grzyb nagle zniknął, a z pobliskiego drzewa rozległ się szyderczy śmiech. Kobieta upadła zemdlona, a gdy doszła do siebie, zobaczyła, że stoi przy niej płaczący chłopczyk w cienkiej koszulce. Chciała go schwycić, ale jej uciekł i nagle zobaczyła, że swawolny dzieciak siedzi wysoko na gałęzi buka. Zawołał jeszcze stamtąd: Czy nie znasz Jaśka-Ptaśka? Kobieta zostawiła swój koszyk z grzybami i pospieszyła co sił do domu. Później często opowiadała o swej przygodzie, zaklinając się, że prędzej będzie kamienie łupać, niż kiedykolwiek jeszcze pójdzie zbierać grzyby w tym strasznym lesie.

Kładką przez moczary

Wybierając się latem 2012 roku na wycieczkę po torfowisku mieliśmy nadzieję, że pozostaniemy poza dziedziną Jaśka-Ptaśka (któremu zdarzało się wypuszczać się aż na rozdroże pod Bieścem). Przejście przez środek moczarów po rzuconych wprost w bagno kłodach drzewa uważaliśmy za wystarczającą atrakcję. Wędrowaliśmy najpierw Zieloną Drogą oddzielającą od siebie Topielisko i Czarne Bagno, a później szlakiem pod wieżą widokową. Obeszliśmy więc raptem połowę mokradeł. Z racji dość nasilonego ruchu turystycznego w tamtym czasie nie spodziewaliśmy się zobaczyć ciekawych przedstawicieli fauny, a warto wiedzieć, że w rezerwacie gniazdują
Torfowce
Fot. Jerzy Komar
cietrzewie, głuszce czy bociany czarne. Zauważyliśmy tylko kilka padalców i jaszczurek zwinek. Dwie z nich sfotografowaliśmy, ale kiedy po nas rzuciła się na biedne zwierzaki gromada turystów z aparatami i telefonami, przepychając się nawzajem, wyklinając i depcząc, daliśmy spokój portretowaniu kolejnych i udawaliśmy, że żadnych zwierząt nie widzimy. Może jednak szkoda, że władza Vogelhannesa na Topielisko nie sięga.

Ciężki los sudeckich torfowisk

Torfowiska Gór Stołowych zostały zdrenowane dla celów leśnych już na początku XX wieku. Stan ich zachowania jest nieznany. Drenowane bywały wielokrotnie, potem użytkowane rolniczo jako łąki i pastwiska, a następnie zalesiane świerkiem. Wiadomo o nich tyle, że obecnie zajmują ledwie kilkanaście procent swojej pierwotnej powierzchni.
Torfowisko pod Zieleńcem na zachodnim zboczu Bieśca w Górach Bystrzyckich, jedno z największych torfowisk górskich w Polsce, miało nieco więcej szczęścia. Jest najlepiej zachowane, pewnie dlatego, że już w XIX wieku było obiektem zainteresowania niemieckich przyrodników, a w 1919 roku jego część (85 ha) została objęta ochroną – utworzono tu jeden z pierwszych w Niemczech rezerwatów przyrody, który po I wojnie powiększono do 218 ha. Stworzono nawet na jego obszarze ścieżki i wieże widokowe. Ale mimo tak wczesnego objęcia ochroną i to mokradło nosi ślady prób odwodnienia. Właśnie dlatego Czarne Bagno chronione jest obecnie tylko w części, ponieważ jego reszta zamarła wskutek prac drenażowych.
W przeszłości torfowisko należało do władców Śląska (królów czeskich i pruskich, austriackich cesarzy), i wówczas podejmowano próby jego eksploatacji – między innymi pozyskiwania torfu. W XVIII wieku usypano nawet dla potrzeb tego pozyskiwania groblę, dzielącą Topielisko na dwie części i przekopano kanał do Bystrzycy, aby odprowadzić wodę.
Bagno zwyczajne
Fot. Jerzy Komar
I faktycznie, kanały wzdłuż grobli nadal istnieją. Płynąca nimi leniwie woda ma barwę mocnej herbaty – od kwasów humusowych, które nadają jej pH poniżej 4,0. Mimo nieciekawego wyglądu, woda ta nadaje się do picia.

Bezcenny relikt

Krajobraz torfowiska przywodzi na myśl widoki tundry czy nawet tajgi syberyjskiej, a to dzięki specyficznej roślinności – rośnie tu na przykład bardzo rzadka u nas brzoza karłowata (Betula nana), kosodrzewina czy sosna błotna (Pinus x rhaetica), która, co ciekawe, jest mieszańcem sosny zwyczajnej i kosodrzewiny. Dominujące w krajobrazie są oczywiście przeróżne gatunki torfowców i krzewinek – śliczna bażyna czarna (Empetrum nigrum), żurawina błotna (Oxycoccus palustris). Obowiązkowo występują tu także krzewy (bagno zwyczajne – Ledum palustre) czy turzyce, jak na przykład wełnianka pochwowata (Eriophorum vaginatum). Uważa się, że z racji swego wieku, szacowanego na 7600 lat, torfowisko bardzo przypomina krajobraz Europy polodowcowej. Wiek mokradła oszacowano na podstawie grubości pokładów torfu, które średnio osiągają 3-4 m, a maksymalnie nawet do 8,5 m (czytałam nawet o 10 m). Pokład torfu składa się z obumarłych roślin i żywej nawierzchni torfowców, które przyrastają w tempie 1-2 mm na rok. Tworzą na powierzchni torfu kępy, między którymi zbiera się woda, zlewając się w niewielkie oczka. Cała ta struktura potrafi zatrzymać olbrzymie ilości wody.

Jak chroni się mokradła

Ingerencja człowieka w przeszłości była na tyle duża, że zdestabilizowała procesy zachodzące w moczarach, i mimo iż współcześnie są one wolne od bezpośredniej antropopresji, nadal wymagają wielu działań ochronnych. Obecnie
Na Czarnym Bagnie
Fot. Jerzy Komar
skupiono się między innymi na odsłonięciu roślinności torfowiskowej poprzez wycięcie świerka, który zaczął porastać mokradła na skutek ich przesuszenia. Żeby uniknąć powtórzenia tego problemu, spowolniono odpływ wody z torfowiska w ten sposób, że dawne rowy i kanały, a także rynny erozyjne założono pniami drzew ułożonymi na kilku poziomach. Aby nie niszczyć roślinności torfowiskowej, na budowę zapór wybrano miejsca o podłożu mineralnym. Miejscami przywrócono użytkowanie kośne, usuwając zarówno roślinność zielną, jak i podrost drzew i krzewów. Odtworzono również istniejące niegdyś, a zniszczone przez powodzie zbiorniki wodne. Zlikwidowano ponadto rynny erozyjne oraz zastosowano jeszcze jedną sprawdzoną metodę ratowania torfowiska – osiedlono bobrze rodziny, które niestety nie wszystkie nowe stanowiska zaakceptowały. Aby jednak podjęte działania przyniosły efekt, należy ich rezultaty na bieżąco kontrolować. Mokradła, nawet te zdegradowane, są bardzo wrażliwe na wszelkie działania i łatwo jest uruchomić w nich procesy erozyjne.

Ochrona przyrody w świetle nowych działań rządu

Sosna błotna
Fot. Jerzy Komar
Od 8 grudnia 2016 wiadomo o planach nowelizacji trzech ustaw, kluczowych dla ochrony środowiska. Planowane zmiany są zamachem zarówno na społeczną kontrolę4 nad dotyczącymi środowiska decyzjami urzędników (takimi jak budowa spalarni śmieci czy wycinka lasów), jak i na kontrolę urzędową – nowelizacja zakłada likwidację Generalnej i Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, które zwłaszcza w ciągu ostatnich lat wykazały się sprawnym i kompetentnym działaniem. Ponadto państwo polskie chce zrezygnować z kontroli nad przedsiębiorstwem Lasy Państwowe. Wiadomo, że nikt nie sprawuje kontroli nad organizacją nazywaną Polskim Związkiem Łowieckim5 i wiadomo też, jak ona działa – na jej nieudolność narzekają nie tylko zwykli obywatele czy rolnicy, ale i sami myśliwi. Pozbawione nadzoru RDOŚ Lasy Państwowe to prosty przepis na katastrofę w naszych i tak już zmaltretowanych i do granic możliwości wyzyskiwanych lasach. Do czego doprowadzi rozmontowanie narzędzi kontroli nad inwestycjami ingerującymi w środowisko, przy jednoczesnym zakneblowaniu społeczeństwa obywatelskiego, chyba każdy może sobie wyobrazić. Nasza bezcenna, wyjątkowa przyroda ojczysta ma zostać bez reszty podporządkowana indywidualnym interesom deweloperów, inwestorów, eksploratorów zupełnie bez oglądania się na dalekosiężne skutki. Ot, co. Po nas choćby potop.
My ze swojej strony obiecujemy, że jeśli dojdzie do potajemnego6 przepchnięcia bandyckich ustaw, pojedziemy w Góry Bystrzyckie, złapiemy Vogelhannesa do worka i wyślemy z gorącymi pozdrowieniami do Warszawy na Wiejską. Niech się pruskie straszydło wykaże.

  1. Taka kreda przy jednym pociągnięciu zostawiała dwie kreski.
  2. To podanie, jak i pozostałe przytoczone w tekście, w tłumaczeniu Katarzyny Komar.
  3. Za Hohausem.
  4. Członkom organizacji społecznych blokującym zbrodnicze wobec środowiska urzędnicze działania będzie groziło do 3 lat więzienia.
  5. Vide raport NIK o gospodarce łowieckiej z 2015 roku: www.nik.gov.pl.
  6. Ministerstwo Środowiska póki co wypiera się prac nad nowelizacją ustaw. Za: www.pracownia.org.pl.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Chapiński P., Jermaczek A., Wołejko L., Mokradła Sudetów Środkowych i ich ochrona, Świebodzin 2012
  2. Klose, M. Führer durch die Märchen- und Sagenwelt der Grafschaft Glatz, Schweidnitz 1887
  3. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  4. Ratzeburg J., Forstnaturwissenschaftliche Reisen durch verschiedene Gegenden Deutschlands, Berlin 1842

Czasopisma

  1. Gębura K., Smoczyk M., Rzadkie i zagrożone rośliny naczyniowe Gór Bystrzyckich i Orlickich - cz. 3, w: Przyroda Sudetów, T. 12, Jelenia Góra 2009

Zasoby internetowe

  1. www.nik.gov.pl, 11.09.2015: Informacje o wynikach kontroli. Prowadzenie gospodarki łowieckiej
  2. www.pracownia.org.pl, 14.12.2016: Ekspresowe dorzynanie przyrody. Szkodliwe projekty Szyszki już w Sejmie
  3. www.wiadomosci.dziennik.pl, 08.12.2016: Minister Szyszko chce karać ekologów, którzy będą blokować decyzje urzędników. Nawet 3 lata więzienia
Stronę zaprojektował Jerzy Komar