Kanał RSS


Katarzyna Komar 18-12-2016

Bezpański łeb

Wynika z tego historia najstraszliwsza:
niejaki Barnaba, właściciel łba,
upolował go sobie i zawiesił (…).
F. W. Kres
Zdarzało mi się już pisać o koniach bez głów (vide Śladami zjaw czarnych psów - cz. II), ale jeszcze nigdy o głowie bez konia. Straszydło w tej formie miało się ukazywać pod cmentarzem w Praszce, wędrując na krótkich nóżkach i śmiertelnie strasząc przypadkowych przechodniów.

Nad granicą

Praszka, dawne nadgraniczne miasteczko Ziemi Wieluńskiej, łączące Śląsk z Rzeczpospolitą, nie uderza urokiem. Zabytki ma również jakieś mało „zabytkowe” - najstarszym jest synagoga z 1836 roku i cmentarz katolicki z 1809 roku. Ubóstwo śladów historycznych miasteczka związane jest z pożarami, które w XVIII i XIX wieku kilkakrotnie niszczyły
Praszka w 1940 roku
AMZP
drewnianą zabudowę. Największy z nich w 1852 roku doszczętnie strawił zabudowania. Osadę odbudowano potem na nowo, tym razem według planu regulacyjnego. Wzmiankowana w 1260 roku, prawa miejskie posiada od 1392 roku – nadał je Praszce Władysław Jagiełło. Początkowo osada górników i rudników, trudniących się wytopem żelaza z obficie tu występujących rud darniowych, rozwój zawdzięcza szlakowi handlowemu przechodzącemu w tym miejscu przez Prosnę. Miasteczko rozwijało się dość prężnie dzięki pobieraniu cła mostowego i nadanym w 1620 roku przywilejom Zygmunta III, umożliwiającym powstanie cechów rzemieślniczych. W późniejszych latach, zrujnowana przez szwedzkiego najeźdźcę, obciążana nad miarę przez znienawidzonych właścicieli z rodu Wężyków, którzy przejęli miasteczko od rodziny Praskich, przeżywała Praszka ciężkie czasy. Odebrano jej prawa miejskie, a mieszkańców obciążono pańszczyźnianymi powinnościami. Mimo to, dzięki korzystnemu położeniu, Praszka zachowała charakter miejski, tyle że handel w niej przeszedł w ręce żydowskie.
Pod koniec XIX wieku ludność miasteczka, jak podaje Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, zajmowała się głównie szewstwem i stolarstwem. Ponadto znajdowały się wówczas w miasteczku zakłady takie, jak młyn parowy i kilka garbarni. Ciekawe, czy to właśnie działalności tych ostatnich nazwę zawdzięczał dopływ Prosny – rzeczka Śmierdząca, obecnie Wyderka. Od połowy XIX wieku Praszką władali Mączyńscy, a potem Potoccy. Po wybuchu I wojny światowej zajęli ją Niemcy, a w 1919 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Praszka odzyskała prawa miejskie, utracone w 1870 roku.
Wynikałoby z tego, że mimo wszystko w Praszce żyło się całkiem nieźle, a w miarę spokojną egzystencję zakłócały
Zaczyna się panowanie mroku i śmierci...
Fot. Jerzy Komar
mieszkańcom miasteczka od czasu do czasu paranormalne zjawiska w rodzaju podrygującej wokół cmentarza kobylej głowy.

A ze szczelin pełzły strachy, nocne strachy z kutej blachy(...)1

W polskiej demonologii ludowej tego typu zjawiska miewają różne interpretacje. Uważa się je już to za dusze pokutujące, związane z miejscem, w którym straszą, lub z osobami, które prześladują, już to za postacie demoniczne niewiadomego pochodzenia. Przeważnie nie czynią one nikomu nic złego, poza tym, że wzbudzają paniczny lęk. Czasem faktycznie owe zjawy ze wszystkich sił starały się ludzi przestraszyć. Szczególnie w Wielkopolsce, gdzie strachami bywały prasłowiańskiego pochodzenia wiły, u południowych Słowian stanowiące zupełnie inną kategorię istot demonicznych – były to żeńskie demony pogody, powietrzne i górskie; czasem nawet bywały utożsamiane z syrenami. W Poznańskiem zaś były to męskie odpowiedniki zmor, czasem zamieszkujące drzewa. Były to wysokie stwory, z kształtu podobne do piły, z twarzy – do ludzi. Miały one zwyczaj dręczyć zasypiających, stając im na widoku:
stawa pospolicie przed człowiekiem zasypiać mającym, w kierunku, w którym patrzy. Okropnością postaci swojéj przeraża tak, że snu pozbawia. Zresztą, nic szkodliwego nie czyni
– pisał Siemieński. W Małopolsce zaś nękał ludzi strach z piłą zamiast kręgosłupa. Niewątpliwie to właśnie widziadło zainspirowało znakomitego polskiego poetę Bolesława Leśmiana:
Co tam horrory - ludowa wyobraźnia bije je na głowę.
Fot. Jerzy Komar
Idzie lasem owa zmora, co ma kibić piły,
A zębami chłopców nęci i zna czar mogiły.

Upatrzyła parobczaka na schyłku doliny:
— „Ciebie pragnę, śnie jedyny, — dyny moje, dyny!(...)

Zaszumiała ponad nimi ta wierzba złotocha -
Poznał chłopiec, czym w uścisku jest stal, gdy pokocha!

Całowała go zębami na dwoje, na troje:
"Hej, niejedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!(...)2
W Wielkopolsce owe strachy przybierały raczej inne postacie – zazwyczaj czworonożnych, kłapiących wielkimi paszczękami stworzeń,3 zaś w Łódzkiem4 przybierały kształty bardziej antropomorficzne – ludzi o trupich twarzach. Czasem nawet przypominały czaszki ludzkie lub końskie, wędrujące na krótkich nóżkach po drogach lub podwórzach. Grasujące po pustkowiach bezpańskie kobyle łby pojawiały się także i w Wielkopolsce. We wsi Włókna pod Skokami koński łeb zatrzymywał podróżnych o zachodzie słońca na drogach i trzymał ich tak aż do zapadnięcia zmroku.

Bóstwo solarne i amulet

Straszydło z cmentarza w Praszce do kategorii wiłów się nie zalicza, choć ma, jak sądzi Baranowski, przedchrześcijański, prasłowiański rodowód. Końskie czerepy od dawien dawna były rekwizytem magicznym – na przykład służyły XVII- i XVIII- wiecznym czarownicom, obok powszechnie znanych mioteł czy kociub, jako środki
Bóstwo i ofiara
Fot. Jerzy Komar
lokomocji – bywało, że to na nich udawały się na sabaty na Łysą Górę. Czasem, chcąc zaszkodzić dziedzicowi lub pozbawić go dobytku, czarownice zakopywały końskie czaszki pod progami dworów lub budynków folwarcznych. Jednak zdarzało się też inaczej – czytałam kiedyś legendę o tym, jak pewien chłop znalazł pod progiem swego domu zakopaną końską czaszkę. Obawiając się, że w ten sposób czarownice chcą sprowadzić nieszczęście na jego gospodarstwo, wyrzucił czerep. Od tego czasu jego dom zaczął nawiedzać straszny pech – rodzina włościanina zachorowała, padały mu zwierzęta, zapasy niszczały i trwało to do czasu, aż chłop wyrzuconą czaszkę odnalazł i zakopał z powrotem pod progiem. Wówczas szczęście powróciło do jego domu. W tej opowieści można doszukać się śladów przedchrześcijańskich wierzeń – u Słowian końska czaszka uchodziła za symbol płodności i urodzaju. Koń jest bowiem w ich wierzeniach prastarym zwierzęciem solarnym; jako taki wykazuje również cechy chtoniczno-funeralne – między innymi posiada możliwość kontaktowania się z zaświatami, stąd jego zdolności wróżebne. Na terenie właściwie całej zachodniej Polski (Opolszczyzna, Pomorze Zachodnie, Wielkopolska) znajduje się ślady ofiar zakładzinowych z koni – głównie czaszek, choć nie tylko. Zakopywano je w rogach lub pośrodku domów, czasem pod przyciesiami. Częściej co prawda Słowianie zachodni składali w ofierze tury, ale to właśnie koń w ich kulturze posiada właściwości apotropeiczne. Jeszcze w XIX wieku, jak podaje Gieysztor, składano konie w ofierze
Na pustkowiach czyhają złe siły
Fot. Jerzy Komar
duchom wodnym:
Kupowano zwierzę, nie targując się o cenę, namaszczano jego łeb miodem i „przywiązawszy dwa kamienie młyńskie do szyi, konia topiono".5
Czasem zamiast całego żywego zwierzęcia ofiarowywano samą czaszkę – wrzucano ją do wody lub zakopywano. O ile u Słowian zachodnich końskie czaszki, zakopane w rogach domów strzegły ludzkich mieszkań, to u Słowian wschodnich częściej spotyka się czerepy na straży budynków gospodarczych – stodół czy pasiek.

Współczesny folklor

Obecnie o strachu z Praszki słuch zaginął. W ogóle od czasów Polski Ludowej coraz mniej strachów włóczy się po polskich bezdrożach i pustkowiach, przerażając samotnych wędrowców, ale jednak wiara w podobne zjawy nie wygasła całkowicie wśród ludzi. Z dzieciństwa pamiętam krążące po mojej rodzinnej wsi na Dolnym Śląsku opowieści o wędrujących cieniach, piekielnych czarnych psach, a nawet widmowych wilkach, które miały straszyć w okolicy, głównie nocami, ale czasem widywano je ponoć i we dnie. Co ciekawe, nie były to w żadnym wypadku opowieści odziedziczone po poprzednich mieszkańcach wsi, Niemcach, ani nawet przywiezione z Kresów, a całkowicie nowe – stworzone już tutaj na miejscu. Historie te przechowuję starannie, czekając na okazję, by o nich pewnego dnia w końcu opowiedzieć...

  1. J. Brzechwa, Baśń o stalowym jeżu, Łódź 1947.
  2. B. Leśmian, Piła.
  3. Takie strachy pojawiły się m. in. w baśni B. Prusa O uśpionej pannie i zaklętych skarbach na dnie potoku.
  4. Okolice Kutna.
  5. Ten akurat przekaz dotyczy Słowian wschodnich.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
  2. Brzechwa J., Baśń o stalowym jeżu, Łódź 1947
  3. Gieysztor A., Mitologia Słowian, Warszawa 2006
  4. Kres F., Galeria złamanych piór, Lublin 2005
  5. Leśmian B., Piła, w: Łąka, Warszawa 1920
  6. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
  7. Siemieński L., Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Poznań 1845
  8. Sulimierski F., Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, T. IX, Warszawa 1880

Czasopisma

  1. Wenska A., Ofiary zakładzinowe u Słowian: pomiędzy znaleziskami archeologicznymi a dziewiętnastowiecznym folklorem, w: Analecta Archaeologica Ressoviensia, T. 10, Rzeszów 2015
Stronę zaprojektował Jerzy Komar