Kanał RSS


Katarzyna Komar 26-12-2016

Śladami zjaw czarnych psów - cz. VI

Rok 1634, Wrocław. Przywleczona przez żołnierzy dżuma dziesiątkuje ludzi. Orszaki pogrzebowe ciągną wszystkimi ulicami. W każdym z nich żałobników jest niewielu, ale liczba konduktów przeraża pozostałych przy życiu mieszczan. Biją głucho kościelne dzwony; w nieruchomym, pełnym chorobliwych wyziewów powietrzu drgają jękliwe śpiewy żałobne. Zapada już zmierzch, ulice pustoszeją. A wtedy...
Kościół św. Wojciecha
Fot. Jerzy Komar

Widmowy orszak

...otwierają się ze zgrzytem drzwi kościoła św. Wojciecha. Na ulicę wychodzą milczące postacie, od stóp do głów spowite w czerń. Niosą płonące świece. Procesja czarnych widm zmierza do kościoła Marii Magdaleny. Nieliczni przechodnie przypatrują się widziadłom zmartwiali z przerażenia, chociaż milczący orszak nie czyni nikomu krzywdy. Ale co to? Ku Marii Magdalenie zmierza jeszcze jedna procesja – wyruszyła z kościoła św. Doroty.1 Towarzyszą jej rycerze w pełnych zbrojach. To jednak nie koniec – z kościoła św. Wincentego2 wyrusza trzecia procesja. Za milczącymi żałobnikami gnają w ogromnych susach złowrogie czarne psy. Widma zniknęły za drzwiami kościoła Marii Magdaleny i nie pojawiły się już nigdy więcej.

Śląsk po wojnie trzydziestoletniej

Po pokoju westfalskim, który zakończył trzydzieści lat zmagań, Śląsk wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy. Stracił przeszło pół miliona ludności – czyli aż 1/3. Zrujnowane zostały setki wiosek, dziesiątki miast i zamków. W samej tylko Świdnicy z 1300 domów pozostała w całości ledwie dziesiąta część. Co ciekawe, Śląsk ucierpiał tak strasznie nie tyle w wyniku samych działań wojennych. Już nie do kryzysu, a do ruiny ekonomicznej doprowadził kraj system finansowania wojny z zasobów materialnych ludności, na której terenie stacjonowały wojska. Jako iż Śląsk przed wojną był bardzo bogaty, zarówno wojska cesarskie, jak i protestanckie chętnie obierały go na leża zimowe. W końcu w latach 1632-1635, kiedy kraj po raz drugi przystąpił do wojny, załamała się pod tymi ciężarami gospodarka Śląska, choć ostatecznie zniszczona została dopiero w latach 40. XVII wieku. Obrazu ruiny dopełniała szalejąca wówczas epidemia przywleczonej przez wojsko dżumy. Tylko w 1633 roku zaraza zabiła dziesiątą część ludności Śląska. Jak długo trwało dźwiganie się kraju z ruiny, świadczą takie zapiski, jak urbarz Hansa Heinricha Uthmanna, właściciela dóbr w Bielanach Wrocławskich, który jeszcze w II połowie XVII wieku ubolewał:
Kościół i opactwo św. Wincentego
wg F.B. Wernhera
Domostwo jest zrujnowane przez żołnierzy. Nie zostały w całości ani jedne drzwi, okna, piec. Uprawne ongiś pola leżą odłogiem, spustoszone, nic się nie sieje. Z ośmiuset owiec została ledwie setka, o które troszczyć się trzeba. Z sześćdziesięciu sztuk bydła nie została ani jedna. Z trzydziestu koni3 – wyjąwszy wałachy i ogiery – też żadnego nie ma, zostały nam dwa wałachy. Także samo i świń. Nie ma ani jednej gęsi, kury ani gołębia. Karczmę przy świdnickim gościńcu i stajnię na trzydzieści koni też żołnierze spalili(...).4

Magiczna moc tarniny

Wiele w tej wojnie Śląsk stracił, nie tylko ludność i zasoby. Protestanci utracili wolność religijną, kraj stracił pełną autonomię. Cesarz austriacki zastrzegł sobie wobec podległych mu bezpośrednio księstw pełnię władzy nieograniczoną żadnymi przywilejami religijnymi. Śląsk popadał w coraz większą zależność od Habsburgów. Coraz więcej widmowych orszaków przemierzało kraj (vide Śladami zjaw czarnych psów – cz. II) – widywano je zwłaszcza w okresie adwentu lub w Wielkim Poście. A o ile wrocławskie zjawy nie czyniły nikomu szkody, to widma z czeskiego Bruntalu dojadły ludziom do żywego, jak podaje kronika z 1687 roku:5
W sierpniu 1651 roku mieszkańcy Bruntalu wiele ucierpieli od dręczących ich strachów. Upiory nocami wysysały krew bydła i przyprawiały je o śmierć, udając się po tym na powrót do swych grobów. Stąd mieszkańcy porzucali swe domy, tak że pustoszały targi i całe osady, i przenosili się na spokojniejsze miejsca.6
Zaś Schlesische Robinson z 1723 roku podaje jeszcze inną, bardziej makabryczną wersję wydarzeń:
Śliwa tarnina (Prunus spinosa)
Fot. Jerzy Komar
Było to w roku 1651, kiedy w Bruntalu nocami widma okrutnie dręczyły mieszkańców, a czarownice na Śląsku, zwłaszcza w [weichbildzie] nyskim, całymi przerażającymi gromadami unosiły się w powietrzu. Władze pozwoliły na otwarcie grobów kilku osób podejrzanych o czary. Zwłokom przebito serca tarninowym kołkiem i ucięto głowy kosturem7, tak że wypłynęła z nich świeża krew. Skrwawione ciała spalono następnie na stosach na popiół.
Zaś co do czarownic, by tę plagę, która zwłaszcza w Zlátych Horach się szerzyła, wyplenić, zatrudniono aż ośmiu katów, którzy i tak mieli pełne ręce roboty(...).8
Co mnie szczególnie zaciekawiło w tych podaniach, to zastosowanie, zamiast jak zazwyczaj, osiki (albo ewentualnie lipy czy głogu) dla unieszkodliwienia wampirów kołka wyciosanego z tarniny. Według dawnych wierzeń tarnina miała moc odpędzania złych duchów i czarownic. Południowi Słowianie mieli zwyczaj zaszywania jej kolców w odzieży, żeby mieć talizman przeciw złym mocom zawsze przy sobie. Gałęzie tarniny wieszano w drzwiach i oknach, czasem nawet w kominach. Uważano bowiem, że kominem dostają się do domów wampiry (na Bałkanach z kolei tarnina w kominie chroniła przed czarownicami). Podczas epidemii dżumy gałęziami tarniny zasłaniano drzwi, by bronić wejścia duchom moru. Czasem kolczaste gałązki, nie tylko tarniny, ale również na przykład głogu, wkładano do trumny zmarłemu, którego podejrzewano o wampiryzm. Na Słowiańszczyźnie panował również zwyczaj sadzenia tarniny na grobach samobójców (którzy mieli szczególną tendencję do stawania się upiorami). Do tej pory spotyka się krzewy tarniny w pobliżu domostw, które rosną tam od niepamiętnych lat – ot, niedaleko szukając, ja sama mam naprzeciw okien tarninowe zarośla. Chyba mogę się czuć bezpieczna od wampirów i innych złych duchów...

Klasztorne kościoły

Wracając jednak do wrocławskich zjaw, zauważyłam, że wszystkie widmowe procesje wyruszyły z kościołów klasztornych. Kościół św. Wojciecha to jeden z najstarszych kościołów gotyckich Wrocławia. Zbudowany został na miejscu romańskiej świątyni – możliwe, że ufundowanej przez brata Piotra Włosta. W 1148 roku postanowieniem papieża Eugeniusza III został przekazany augustianom z Sobótki. W 1226 roku został przekazany sprowadzonym z Krakowa dominikanom. Podczas najazdu mongolskiego w 1241 przeor zakonu, Czesław Odrowąż, późniejszy błogosławiony patron miasta, wspierał obrońców Wrocławia duchowo – według legend na skutek jego modlitw na
Kościół św. Doroty
wg F. B. Wernhera
niebie miały się pojawić ogniste zjawiska (kule ognia, słupy, ogniste zorze). Zdaniem historyków zjawiska te należy przypisać być może użyciu przez Tatarów... prochu, nieznanego jeszcze Europejczykom. Zapiski Długosza o używaniu przez Tatarów „sztuk czarodziejskich” podczas bitwy pod Legnicą chyba dotyczą jednak czego innego:
kiedy Tatarzy cofnęli się o jedno staje i skłaniali się do ucieczki, chorąży tego sztandaru zaczął, jak mógł najsilniej, potrząsać głową, która sterczała wysoko na drzewcu. Buchnęła z niej natychmiast i rozeszła się nad całym wojskiem polskim para, dym i mgła o tak cuchnącym odorze, że z powodu okropnego i nieznośnego smrodu walczący Polacy niemal omdleni i ledwie żywi osłabli i stali się niezdolni do walki.9
Ten opis, jak się wydaje, dotyczy zastosowania przez Mongołów gazu oszałamiającego, co znajduje potwierdzenie w literaturze niemieckiej i rosyjskiej.
Wracając jednak do Odrowąża, w ikonografii przedstawia się go z ową kulą czy słupem światła nad głową. W kościele św. Wojciecha patron Wrocławia ma swoją piękną barokową kaplicę – zdobną w alabastrowe rzeźby autorstwa Leonarda Webera ze Świdnicy.

Płaczący obraz i więzienie dla kobiet

Kościół pod wezwaniem św. Doroty, Stanisława i Wacława ufundowany został dla zakonu augustianów10 w 1351 roku z okazji ugody zawartej między cesarzem Karolem IV a Kazimierzem Wielkim. Budowa trwała pięćdziesiąt lat – w 1401 wstawiono ostatnie szklane okna, ale jeszcze w 1450 roku składano ofiary na budowę tego kościoła. W okresie reformacji ponoć był używany jako miejski arsenał, od 1612 na rozkaz cesarza Macieja
Kaplica Hochberga przy katedrze greckokatolickiej
Fot. Jerzy Komar
przekazany z powrotem katolikom – tym razem franciszkanom. W 1686 roku przeszedł modernizację. Po sekularyzacji w 1811 roku przylegające do świątyni zabudowania klasztorne służyły celom świeckim – między innymi jako więzienie dla kobiet.
Świątynia posiada trzy nawy; główna nakryta jest sklepieniem gwiaździstym, nawy boczne – trójdzielnym dziewięciopolowym. Okna ozdobione są bogatymi maswerkami. Od północy, przy prezbiterium, znajduje się niewysoka wieża. Wyposażenie pochodzi z epoki baroku. A pewną osobliwość tego kościoła stanowił obraz, który wedle przekazów miał płakać krwawymi łzami.11

Świątynia trzech wyznań

Kościół pierwotnie św. Jakuba, romański, zbudowany został w 1240 roku dla zakonu franciszkanów. W czasie reformacji, kiedy franciszkanie albo opuścili Wrocław, albo przeszli na protestantyzm, został przekazany norbertanom z Ołbina po zniszczeniu w 1529 ich opactwa. Wówczas otrzymał wezwanie św. Wincentego. W 1723 roku dobudowano przy nawie bocznej kaplicę Hochberga, według projektu Christopha Hacknera. Po sekularyzacji kościół służył jako budynek sądu. Zniszczony w 1945 roku, odbudowany w latach 80. dla celów muzealnych, przez jakiś czas służył jako kościół garnizonowy w zastępstwie spalonego kościoła św. Elżbiety. W 1997 roku przekazany przez Jana Pawła II grekokatolikom, teraz pełni funkcję katedry greckokatolickiej.

Średniowieczne pokutnice i współcześni złodzieje

Wreszcie kościół Marii Magdaleny, założony w 1226. Miał pełnić funkcję kościoła parafialnego w związku z oddaniem dotychczasowego kościoła parafialnego – św. Wojciecha – dominikanom. Obecny został wzniesiony w XIV wieku – według badań z 1968 roku, budowa rozpoczęła się w 1355 roku i została zakończona, bez wież, w 1360 roku. Mistrz budowlany Pieszka, który pracował również przy katedrze św. Jana, uwinął się błyskawicznie. Jednak budowę zachodnich wież ukończono dopiero w 1488 roku. Między nimi w 1459 roku przerzucono mostek, zwany „mostkiem pokutnic”. Krąży o nim kilka popularnych we Wrocławiu podań. Podobno wieczorami na mostku można ujrzeć kłębiące się dziwne cienie – są to duchy lekkomyślnych dziewcząt, które chciały życie trawić na zabawie, unikając pracy i domowych obowiązków. Według innej wersji podania między wieżami pokutować miała wiedźma, skazana za rozpustne życie na wieczne sprzątanie mostka.
Współcześnie jednak katedra polskokatolicka znana jest już nie tylko we Wrocławiu, a w całym kraju, z czego innego. Ta kolebka śląskiej reformacji, odbudowywana z ruin z wielkim mozołem przez trzydzieści lat, prawdopodobnie już w latach 70. lub 80. XX wieku została okradziona z unikatowych dzieł sztuki – barokowego epitafium Kretschmera12
Kościół pw. św. Marii Magdaleny
wg R. Geisslera
i alabastrowych puttów zdobiących ambonę. Skradzione skarby nieoczekiwanie wypłynęły po raz pierwszy na aukcji w Warszawie13 w 2008 roku. Ich ówczesny właściciel poprosił o ekspertyzę doktora Piotra Oszczanowskiego, historyka z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ten je rozpoznał jako XVI-wieczne rzeźby z ambony, ze szkoły F. Grossa. Dzięki temu w 2009 roku ich sprzedaż na aukcji udało się zablokować i już zdawało się, że powrócą na ambonę, no, ale sąd zdecydował inaczej. Mimo iż nie ma wątpliwości, że figurki pochodzą z kradzieży, i to brutalnej, bo dewastującej zabytkową ambonę, sąd zadecydował, że mają wrócić do kolekcjonera. Czteroletnia walka o unikatowy zabytek zakończyła się klęską, zaś nabywca skradzionych aniołków cieszy się z umorzenia postępowania z powodu przedawnienia przestępstwa. Po wyroku kolekcjoner znów wystawił putta na aukcji, za cenę dwukrotnie wyższą...
Na forum internetowym Gazety Wrocławskiej pod artykułem o niemoralnym wyroku w sprawie aniołków z katedry polskokatolickiej zapanowała wyjątkowo rzadka jednomyślność – figurki powinny wrócić tam, skąd je bezczelnie ukradziono. Co ciekawe, w sprawie skradzionych z kościoła Marii Magdaleny zabytków były już trzy interwencje policji i konserwatora, z czego sukcesem zakończyła się tylko jedna – do Wrocławia wróciła ozdobna krata z ambony. Dyrektor Muzeum Miejskiego, nie widząc innego sposobu jej odzyskania, odkupił kratę na aukcji w tym samym warszawskim domu aukcyjnym, który później wystawiał alabastrowe putta i epitafium Kretschmera. Doprawdy zdumiewający zbieg okoliczności...

Jak długo jeszcze?

Pewien sędziwy Niemiec, który przepiękną zabytkową drewnianą kolumnę z epitafium Krebitza zabrał w 1946 roku z gruzów kościoła, odrestaurował i przez kilkadziesiąt lat po wojnie przechowywał ją w swoim domu, zwrócił ją parafii. Można? Można, tylko trzeba być uczciwym...
Przez dziesiątki lat po wojnie Wrocław i Śląsk grabione były bez miłosierdzia ze wszystkiego, co tylko miało jakąkolwiek wartość, od cegły z bezcennych zabytków nieruchomych po kradzież i bezmyślną dewastację zabytków ruchomych (barokowe rzeźby z Lubiąża!), a teraz jeszcze wykorzystuje się kruczki prawne14 dla tym większego upokorzenia okradanych Ślązaków. Naprawdę, wstyd, Warszawo.

  1. Obecnie kościół św. Doroty, Stanisława i Wacława – Trzech Narodów.
  2. Nie chodzi tu o opactwo norbertanów, które przestało istnieć w XVI wieku (zburzono je m.in. dlatego, że było „ostoją polskości”), a o kościół św. Wincentego i Jakuba, obecnie gmach Uniwersytetu Wrocławskiego.
  3. Konie płci żeńskiej w zależności od użytkowości hodowlanej dzieliło się na źróbki (niedojrzałe płciowo), świerzopy (pierwóródki), klacze (dojrzałe płciowo) i kobyły (wieloródki).
  4. Za: J. Soffner, Geschichte die katolische Pfarerrei Oltaschin und nebst deren adjuncta Bettlern, Breslau 1875; tłum. Katarzyna Komar
  5. H. Roch, Neue Laussnitz- Böhm- und Schlesische Chronika, Leipzig 1687
  6. Tłum. Katarzyna Komar.
  7. Narzędzie ogrodnicze lub leśne.
  8. Tłum. Katarzyna Komar.
  9. Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. VII, wyd. 2004
  10. U Pilcha jest: franciszkanów.
  11. K. Kwaśniewski, Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  12. Jak mówi historyk sztuki dr Oszczanowski, złodziej postarał się o zamaskowanie pochodzenia epitafium – wymontowano portret zmarłego i tablicę z inskrypcjami. Zdaniem doktora obraz pojawi się na aukcji jako „portret nieznanego mieszczanina”...
  13. Czemu mnie to nie dziwi...
  14. Putta z kościoła Marii Magdaleny zostały skradzione przed 1972 rokiem, czyli zanim powstała parafia, więc parafia nie może upominać się o ich zwrot. Zaś w ocenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego brak jest dowodów na to, że faktycznym prawnym właścicielem figurek jest Skarb Państwa.

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Baranowski B., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981
  2. Czapliński M., Kaszuba E., Wąs G., Żerelik R., Historia Śląska, Wrocław 2002
  3. Długosz J., Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. VII, wyd. 2004
  4. Jung H., Christoph Hackner, ein schlesischer Barockbaumeister, Breslau 1939
  5. Kosiba M., Analiza fizykochemiczna kwiatów i owoców tarniny – krzewu,od którego pochodzi nazwa miasta Tarnowa, Tarnów 2015
  6. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. 1, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  7. Kwaśniewski K., Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie, Poznań 2006
  8. Lutsch H., Verzeichnis der Kunstdenkmäler der Provinz Schlesien, Bd. 1, Die Kunstdenkmäler der Stadt Breslau, Breslau 1886
  9. Pilch J., Zabytki architektury Dolnego Śląska, Ossolineum 1978
  10. Roch H., Neue Laussnitz- Böhm- und Schlesische Chronika, Leipzig 1687
  11. Soffner J., Geschichte der katolischen Pfarerrei Oltaschin und nebst deren adjuncta Bettlern, Breslau 1875
  12. Wenkel F., Schlesischer Robinson, Th. 1, Breslau-Leipzig 1723
  13. Wernher F., Topographia seu Compendium Silesiae, pars II, Mittel-Schlesien, 1750-1800

Zasoby internetowe

  1. www.gazetawroclawska.pl, 3.07.2013: Zaginione aniołki z kościoła Marii Magdaleny na aukcji w Warszawie
  2. www.wyborcza.pl, 27.05.2013: Sąd zdecydował: skradzione aniołki nie wrócą do kościoła,
  3. www.wyborcza.pl, 14.11.2013: Epitafium dla złodzieja. Kradzione jednak kogoś tuczy
Stronę zaprojektował Jerzy Komar