Kanał RSS


Katarzyna Komar 29-07-2017

Ogniste konie

Przygotowując materiały edukacyjne dla młodocianych adeptów jeździectwa odkryłam w swoich archiwach mnóstwo śląskich legend o koniach. Kilka opracowałam z myślą o stronie internetowej, i proszę bardzo – oto są...

Błędne ognie

Koń o ognistym temperamencie
Fot. Jerzy Komar
Ogniste konie, czyli konie trawione płomieniami, według klasyfikacji demonologicznej należą do kategorii błędnych ogni. Te z kolei mają być duszami ludzi pokutujących po śmierci za grzechy. Na Śląsku demon w postaci ognistego konia jest duszą szlachcica, pokutującego za oszukiwanie i wyzyskiwanie ubogich chłopów. Srogi pan nakazywał nieraz swym fornalom, by worywali się w kmiece pola, odcinając z ich mizernych zagonków po skibie ziemi, nieraz po dwie. Za życia nie mogła ich spotkać, rzecz jasna, żadna kara za ten nędzny proceder, ale za to po śmierci ludowa fantazja naznaczała im ciężką pokutę: noc w noc, w postaci buchających płomieniami olbrzymich bezgłowych rumaków musieli biegać po miedzach wśród swych pól, strasząc żyjących i upominając innych wyzyskiwaczy.

Płonące cuganty

Niemieckie podania o ognistych koniach nieco się różnią od naszych. W nich krzywdzący ubogi lud panowie nie zamieniali się w konie, ale dosiadali płonących rumaków lub powozili nimi.
Kühnau w swoim zbiorze Schlesische Sagen zanotował kilka takich podań. Jedno z nich dotyczy pana z okolic
Kamień graniczny zapobiega odcinaniu gruntu
Fot. Jerzy Komar
Dvorców pod Igławą w Czechach. Według legendy właściciel pobliskiego warownego dworu był człowiekiem o wyjątkowo twardym sercu. Z jak najgorszej strony dał się poznać już gdy budował swą siedzibę. Podobno kazał zabierać wszystkim okolicznym przekupkom niesione na targ jaja i dodawać je do zaprawy murarskiej, co miało nadać jej szczególną wytrzymałość. Innym ludziom także nie czynił nic dobrego, więc przeklinał go kto żyw. Wszyscy życzyli mu ciężkiej pokuty po śmierci. Jakoż stało się w końcu po ich myśli – srogi pan nie zaznał spokoju w zaświatach. Mieszkańcy okolicy widywali go o północy w powozie zaprzężonym w dwa ogniste rumaki. Towarzyszył mu czarno odziany laufer, oznajmiający okrzykami przejazd jaśnie pana. Zły pan w powozie zaś zacinał ostro cuganty, aż rwały galopem, a hałas pędzącego powozu napełniał okolicę piekielnym jazgotem.

Duch w wąwozie

Kamienny krzyż
Fot. Jerzy Komar
Inne podanie pochodzi z samego Broumova. W czeskim Broumovie, przy ulicy Cesarskiej (obecnie Masaryka) znajdowały się domy 233 C i 232. Jeden z nich należał ongi do niejakiego Josefa Edlena von Schroll, zaś drugi do jego brata, Augusta. Pomiędzy tymi domami miał się wówczas znajdować jakowyś parów czy wąwóz, który był jednakowoż od dawna przedzielony płotem. Przed niegdysiejszym wejściem do niego stał na skraju ulicy kamienny krzyż, nazywany krzyżem Schrollów.
W owym wąwozie mieszkał wyjątkowo zły duch, który straszył ludzi. Niektórzy widywali go, jak kręcił się po okolicy pieszo, inni na zaprzężonym w ogniste konie wozie. Ogrodnika Schrollów miał ponoć przerazić tak bardzo, że ten zachorował ciężko i już się z łoża boleści nie poniósł.
Nawet sami duchowni miejscowego klasztoru nie dali rady stracha przegnać, ponieważ wciąż przywoływał sobie nowych pomocników, będąc duchem wielkiego pana.
Uciążliwemu strachowi mieli dać w końcu radę przedstawiciele cechu katów, którzy zdołali ducha schwytać do flaszki, tę z kolei zapakować do skórzanego worka. Z workiem udali się następnie do pobliskiej karczmy, by tam się pokrzepić. Worek zostawili w sieni, zabroniwszy wpierw surowo wszystkim niepokoić stracha. Następnie zanieśli ducha do granicy naznaczonej mu dziedziny, skąd nie mógł już powrócić na poprzednie miejsce i gdzie nie widział już więcej słońca, ponieważ przesłaniały mu je na zawsze bujnie rosnące wiechliny. Od tego czasu w wąwozie
Łąki nad Odrą
Fot. Jerzy Komar
zapanował spokój. Później mówiono, że strach z wąwozu był duchem zmarłej pani, której ojciec był członkiem pobożnego bractwa.

Ognisty jeździec

Na nadodrzańskich łąkach, niedaleko Góry Śląskiej, miał się dawno temu ukazywać nocny jeździec, lub też dziki łowca. Niejaki szyper nazwiskiem Pischel jeszcze jako młody chłopak widywał go nieraz, kiedy z innymi chłopcami z Góry zaganiali wieczorami bydło z łąk do obór. Bezgłowy myśliwy miał dosiadać rosłego siwka. Obaj, i koń, i jeździec, wyglądali ponoć, jakby trawił ich ogień. Łowca polował w pobliżu dzieci, jednak nie czynił im nic złego.

Leszy

Leszy z Rusi
wg L. Le Breton
Niemieckie podania o płonących rumakach więcej mają wspólnego z legendami o nocnych jeźdźcach (dzikich jeźdźcach, jeźdźcach bez głowy), których po Śląsku krąży bez liku. Z niemieckiego folkloru przeniknęły one również do Słowiańszczyzny; są znane w Wielkopolsce, w Sudetach, na Warmii i Mazurach. Postać nocnego łowcy wiąże się także z opowieściami o naszym rodzimym leszym. Na terenie Polski leszy był dobrotliwym leśnym demonem (być może jest to echo dawnych wierzeń o tym, iż las był siedliskiem umarłych, a leszy ich opiekunem). Na Rusi leszego wyobrażano sobie jako jednookiego demona, nieco przypominającego fauna. Leszy potrafił dopasowywać się wzrostem do wysokości drzew, wśród których wędrował; idąc przez łąkę, zmniejszał się do wysokości traw, tak, że pozostawał niewidoczny.
Niemiecki dziki jeździec, podobnie jak błędne ogniki, był pokutującą duszą, która w postaci konnego łowcy, w otoczeniu psów gończych gnała przez lasy, napełniając je złowrogim hałasem. Zajęty swoją pokutą nocny łowca nie czynił napotkanym ludziom nic złego, o ile nie stanęli mu na drodze – wówczas potrafił ich zatratować na śmierć.
O nocnych jeźdźcach pisałam już w tekście pt. Zapomniane podania dolnośląskie - cz. I (Na Szagę, 2013) i zapewne nieraz jeszcze do tematu powrócę, bo legend i podań o dzikich łowcach jest całe mnóstwo...

Bibliografia

Źródła i opracowania

  1. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. I, Spuk- und Gespenstersagen, Leipzig 1910
  2. Kühnau R., Schlesische Sagen, Bd. II, Elben-, Dämonen- und Teufelsagen, Leipzig 1911
  3. de Plancy J. C., Dictionnaire infernal, Paris 1863
  4. Podgórscy A. i B., Wielka księga demonów polskich, Katowice 2005
  5. Vargas W., Zych P. Bestiariusz słowiański, czyli rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, Olszanica 2012

Czasopisma:

  1. Weinhold K., Schlesische Sagen vom Nachtjäger, w: Zeitschrift des vereins für Volkskunde, Bd. 3, Berlin 1893
Stronę zaprojektował Jerzy Komar